Niemcy coraz bardziej jawnie prą do tego, co sami określają mianem koordynacji polityki gospodarczej państw Unii Europejskiej. Angela Merkel mówi o konieczności przygotowania całościowej strategii dla kryzysowego zarządzania Europą.

Reklama

W Berlinie nie ma natomiast zgody co do tego, czy należy zwiększyć Europejski Fundusz Stabilizacyjny (EFSF), czyli środki przeznaczone na bailout państw strefy euro. Aby nie narazić na szwank wysokiego poziomu wiarygodności EFSF, do wydania pozostaje – według szacunków „The Wall Street Journal” – najwyżej 240 mld euro. To za mało, jeśli o pomoc wystąpią łącznie np. Portugalia i Hiszpania. Merkel przekonuje jednak, że taka suma wystarczy, bo Lizbona i Madryt dokonały udanej emisji obligacji, co oddaliło je od bailoutu.

W sprawie EFSF doszło do nietypowej sytuacji. Oficjalnie rząd Merkel utrzymuje, że na razie nie ma potrzeby jego powiększania. – Nie jest dobrze, gdy codziennie pojawiają się kolejne nowe propozycje – mówił minister gospodarki Rainer Bruederle. Zamiast tego Niemcy nie wykluczają dyskusji nad umożliwieniem wykorzystania także 100 mld euro rezerw funduszu.

Przeciwnego zdania jest jednak minister finansów RFN Wolfgang Schaeuble. To postać o znacznie większych wpływach w rządzie niż Bruederle, a przy tym zdecydowany zwolennik ograniczenia suwerenności państw członkowskich UE co do kształtowania własnej polityki gospodarczej. Za zwiększeniem puli, która pozostaje do dyspozycji EFSF, optują też obecny szef EBC Jean-Claude Trichet, przewodzący Komisji Jose Manuel Barroso i francuska minister gospodarki Christine Lagarde.

Ostateczne decyzje powinny zapaść na marcowym szczycie przywódców UE. Zwiększenieniu środków na bailouty sprzeciwia się część nowych krajów strefy euro, np. Słowacja. Bratysława zgodziła się na udział w funduszu po długich naciskach głównie ze strony Berlina i Paryża (ale już nie w pomocy dla Grecji). Słowacy argumentowali wówczas, że nie powinni płacić za nieodpowiedzialną politykę bogatszych od nich państw Unii.

"Skoro mówimy o kolejnym pakiecie środków (antykryzysowych – red.), najważniejsze jest wypracowanie całościowej strategii, która musi uwzględniać bliższą koordynację gospodarczą" - mówiła kanclerz na sobotnim spotkaniu władz Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) w Moguncji. Zdaniem analityków chodzi m.in. o korzystne dla Niemiec i Francji ujednolicanie systemów podatkowych.

"Coraz wyraźniej widać, że Berlin stara się wykorzystać kryzys do zwiększenia własnych wpływów w unijnych ośrodkach decyzyjnych" - mówi w rozmowie z „DGP” polityk Zielonych w PE. Jego zdaniem państwo, które jest największym płatnikiem na fundusz stabilizacyjny, chce zarezerwować sobie prawo do ułożenia gospodarczego ładu w UE. Na czele EFSF już dziś stoi wydelegowany przez Merkel Klaus Regling. Jesienią inny Niemiec, Axel Weber, obejmie najprawdopodobniej urząd szefa Europejskiego Banku Centralnego. EFSF tymczasem jest instytucją pozatraktatową.