"Poniedziałek jest terminem ostatecznym. Musimy być świadomi kosztu braku porozumienia. Wówczas zamiast budżetu będzie prowizorium bez możliwości finansowania projektu ITER, służby dyplomatycznej czy mobilizacji funduszu solidarności. To będzie także bolesne dla beneficjentów innych funduszy" - ostrzegł unijny komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski na zakończenie negocjacji w czwartek wieczorem.

Reklama

Po czterodniowych koncyliacjach obie strony - delegacja Parlamentu Europejskiego, kierowana przez przewodniczącego Jerzego Buzka oraz przedstawiciele rządów rozeszli się bez porozumienia. Jako komisarz, Lewandowski występuje w tych negocjacjach w roli mediatora. Porozumienie zablokowała grupa krajów płatników netto, w której prym wiedzie Wielka Brytania.

Nie udało się osiągnąć porozumienia, mimo że PE poszedł na ustępstwo i zgodził się na mniejszy budżet, dokładnie taki, jakiego domagały się rządy, czyli budżet w wysokości 126,5 mld euro (wzrost o 2,9 proc. w stosunku do roku 2010). Początkowo PE domagał się wydatków na poziomie 130,5 mld euro. "Jesteśmy gotowi na propozycje liczbowe Rady. Rozumiemy, że w kryzysie trzeba oszczędzać" - potwierdził na konferencji prasowej Jerzy Buzek (PO).

"Będziemy pracować teraz z KE oraz Wielką Brytaniią, Holandią, Danią i Niemcami... Mamy czas do poniedziałku" - powiedział PAP sprawozdawczyni PE ds. budżetu 2011 Sidonia Jędrzejewska (PO).

PE ustąpił w sprawie wielkości, ale nie ustąpił w sprawie polityczno-instytucjonalnych poprawek, jakie liderzy PE wpisali do budżetu 2011, choć mają one związek nie z budżetem rocznym, ale nową wieloletnią perspektywą finansową po 2013 roku. PE domaga się debaty na temat nowych własnych dochodów UE (w tym europodatku), które zasiliłyby unijną kasę w przyszłości. Ale w tej dziedzinie kompetencje mają rządy (obowiązuje jednomyślność) i jak na razie nie chcą się na to zgodzić.

"Chcemy porozumienia politycznego, by zapewnić stałe finansowanie polityk w przyszłości - tłumaczył szef komisji budżetowej, eurodeputowany Alain Lamassoure. "Kilka krajów, zwłaszcza te bogate, nie chce płacić więcej. I dlatego tym bardziej niezrozumiała jest odmowa pracy, by uratować finansowanie Unii w przyszłości i solidarność europejską" - mówił Lamassoure.



Jak ostrzega Lewandowski i Jędrzejewska, brak porozumienia budżetowego między obiema instytucjami - Radą i PE (wspólnie tworzą tzw. władzę budżetową UE) jest najgorszą perspektywą i oznacza prowizorium budżetowe. Wówczas budżet składać się będzie z tzw. prowizorycznych dwunastek, czyli jednej dwunastej budżetu za rok 2010 na każdy miesiąc.

Problemem jest to, że w przypadku prowizorium każdego miesiąca nie będzie można wydać więcej niż wynosi jedna dwunasta budżetu 2010. A w przypadku wielkich inwestycji infrastrukturalnych z funduszy spójności faktury spływają nie co miesiąc, ale za dłuższy okres i wtedy jest ryzyko, że nie będzie można ich zapłacić, bo przewyższą dostępne środki.

W tym roku negocjacje budżetowe przebiegają wyjątkowo dramatycznie. Po raz pierwszy zgodnie z Traktatem z Lizbony PE jest równoprawnym partnerem Rady ministrów finansów, jeżeli chodzi o wszystkie wydatki. Na ostatnim szczycie UE aż 13 państw, pod wodzą Londynu, Berlina i Paryża, podpisało się pod deklaracją przeciwko nadmiernemu wzrostowi wydatków.