Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd zabrał policji fortunę

22 czerwca 2010, 09:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Polska zatrzymała agenta Mosadu
Polska zatrzymała agenta Mosadu/Inne
To będzie dramat. Rząd ostro ściął wydatki policji o kilkaset milionów złotych. To oznacza, że z ulic zniknie wiele patroli, a policji nie będzie stać na opłacenie biegłych. To także fatalna wiadomość dla setek firm, które współpracują z mundurowymi, bo policja przestanie korzystać z ich usług, grozi więc im bankructwo.

Dopiero po zbadaniu sprawy przez NIK dokładnie wiadomo, o ile rząd ściął wydatki na policję w ubiegłym roku. Wcześniej na ten temat krążyły sprzeczne informacje. Okazuje się, że z zaplanowanych 9,1 mld zł ścięto je do 8,36 mld, czyli o 800 mln! Ale to nie wszystko. Bo 1 stycznia 2009 roku policjantom już zabrakło 400 mln zł na zapłatę faktur z ubiegłego roku. "Zmiany w budżecie wprowadzano nagle, a skoro 90 proc. budżetu policji to wydatki na pensje i emerytury, cięcia musiały dotyczyć innych wydatków" - wyjaśnia jeden z posłów.

Przed dylematem, jak załatać tak dziurawy budżet, stanęli szefowie Komendy Głównej policji. Ostatecznie odpowiedzialny za mundurowe finanse Andrzej Trela zdecydował, że zadłuży się u policjantów. Aż o rok przesunął wypłatę świadczeń dodatkowych: zwrotów za urlopy, dojazdy do pracy. Ta decyzja oraz zapowiedź planów reform emerytalnych wywołała dwa ogromne protesty funkcjonariuszy: w Krakowie i Warszawie. Ale tym manewrem szefowie policji uratowali jej codzienne funkcjonowanie. Policjantów stać było na tankowanie radiowozów czy opłacanie biegłych zatrudnionych przy prowadzeniu śledztw.

"Ograniczenie wydatków na policję szybko odczują zwykli ludzie i przedsiębiorcy. Pierwsi, bo będą bać się chodzić po ulicach, a drudzy, bo jeśli padną ofiarą oszustów, to nigdy nie zostaną oni zatrzymani" - mówi opozycyjny poseł z sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji, do której trafił już raport NIK. Dziś na specjalnym posiedzeniu zajmą się nim posłowie.

Inspektorzy NIK zwrócili również uwagę, że sami policjanci nie wykorzystują wszystkich możliwości zwiększania dochodów budżetowych. Chodzi o m.in. pieniądze, które powinni zapłacić pijani trzeźwiejący w izbach zatrzymań. Duże sumy winne są firmy, które wykupują specjalne konwoje prowadzone przez radiowozy – np. banki przewożące duże sumy. Inspektorzy NIK skrupulatnie zliczyli wszystkie należności, których policjanci nie ściągnęli. Okazało się, że to niemal 40 mln zł. Strażnicy graniczni zaś mogli zwindykować niemal 10 mln zł.

Jak się dowiedzieliśmy, kontrolerzy NIK wykryli również w centrali Straży Granicznej przykład omijania ustawy o zamówieniach publicznych. Tak kupowano bilety lotnicze, na które wydano ponad 2 mln zł. "To sprawne funkcjonowanie policji jest podstawą bezpieczeństwa kraju. Czeka nas burzliwe posiedzenie. Budżet na następny rok musi być lepszy" - uważa opozycyjny poseł.

Problemy z płynnością finansową policji to nie tylko kwestia bezpieczeństwa i kłopoty samej policji. To także zła wiadomość dla setek firm, które z nią kooperują. Dziś policja jest największym polskim pracodawcą (zatrudnia w sumie niemal 130 tysięcy policjantów i cywili) i wiele usług zamawia na zewnętrz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj