Posłowie zajęli się w piątek projektem ws. wynagrodzeń, przyjętym w czwartek przez komisję regulaminową, spraw poselskich i immunitetowych. Wiąże on wysokość wynagrodzenia najważniejszych osób w państwie nie - jak dotychczas - z kwotą bazową corocznie określaną w ustawie budżetowej, ale z wynagrodzeniami sędziów Sądu Najwyższego.

Reklama

Podstawę ustalenia wynagrodzenia zasadniczego sędziego SN w danym roku stanowi przeciętne wynagrodzenie w drugim kwartale roku poprzedniego (w drugim kwartale 2019 r. kwota ta wyniosła 4839,24 zł). Dla obliczenia wynagrodzenia zasadniczego sędziego SN przyjmuje się wielokrotność tej podstawy z zastosowaniem mnożnika 4,13.

Projekt przewiduje m.in., że prezydentowi przysługiwałoby wynagrodzenie w wysokości 1,3-krotności wynagrodzenia sędziego Sądu Najwyższego, a pierwszej damie - wynagrodzenie odpowiadające 0,9-krotności tego wynagrodzenia. W przypadku marszałków Sejmu i Senatu byłaby to 1,1-krotność wynagrodzenia sędziego, natomiast posłom i senatorom przysługiwałoby uposażenie na wysokości 0,63-krotności wynagrodzenia zasadniczego sędziego SN.

Choć pierwsze czytanie się już rozpoczęło, nie wszystkie kluby przyjęły stanowisko.

- Nie mamy jeszcze decyzji w tej sprawie - powiedziała rzeczniczka klubu Lewicy Anna Maria Żukowska pytana przez dziennikarzy, czy klub ten popiera projekt. Powiedziała, że sama ma w tej sprawie pogląd, ale nie chciała go ujawnić. - Moje zdanie będzie takie jak stanowisko klubu - zaznaczyła.

Poinformowała, że podczas czwartkowego posiedzenia komisji regulaminowej posłowie Lewicy jedynie poparli wniosek, by skierować projekt do Prezydium Sejmu, a nie głosowali za projektem jako takim.

Reklama

Jej zdaniem każdy moment na dyskusje o takich sprawach jest zły, a "ten jest jednym z gorszych". - Przypominam, że są też zamrożone płace w budżetówce - powiedziała Żukowska.

Z kolei Krzysztof Bosak poinformował dziennikarzy, że Konfederacja będzie przeciw projektowi.

- Posłowie powinni zarabiać dobrze, natomiast to nie jest dobry czas na podwyżkę idącą kilkadziesiąt procent do góry, akurat w czasie, gdy ludzie są zwalniani z pracy, gdy redukowane są wynagrodzenia, a finanse państwa są obciążane dodatkowym zadłużaniem by utrzymać ciągłość wypłat - powiedział Bosak.

- Nie jest też uzasadnione robienie w czasie kryzysu podwyżki subwencji dla partii politycznych - dodał.

Przedstawiciele klubu KO unikali w piątek w Sejmie wypowiedzi na temat projektu. - Bardzo się cieszę, że będzie uregulowany status pierwszej damy. Nie może być tak, że nie pracuje, nie może nigdzie indziej podjąć pracy, a nie ma żadnego wynagrodzenia ani emerytury - mówiła jedynie Barbara Nowacka (KO). Dodała, że jej zależy przede wszystkim na podwyżkach dla samorządowców, bo kilka lat temu "dostali kary za to, że ministrowie PiS-owscy brali nagrody".