Banki komercyjne zaczęły zmieniać kursy w swoich kantorach. Wcześniej w kantorach obowiązywał oficjalny kurs białoruskiego Banku Narodowego, wynoszący ok. 5 tys. rubli. W praktyce kupienie dewiz po oficjalnym kursie było bardzo trudne. Na Białorusi od miesięcy funkcjonuje czarny rynek handlu walutą, gdzie kursy dewiz są znacznie wyższe.

Wiceszef banku centralnego Taras Nadolny wyraził zadowolenie z przebiegu dodatkowej sesji. Zapewnił, że bank nie przeprowadził na niej żadnej interwencji. Wyraził też przekonanie, że kurs obcych walut będzie stopniowo się obniżał. Wcześniej Nadolny oceniał jako uzasadniony kurs na poziomie 5 tys. rubli za dolara.

Na dodatkowych sesjach białoruskiej giełdy kurs białoruskiego rubla wobec obcych walut ma być ustalany na podstawie popytu i podaży. Jest to element strategii wprowadzanej przez władze w celu ustalenia zrównoważonego kursu i wyjścia z kryzysu walutowego, z którym Białoruś boryka się od miesięcy.

Prócz dodatkowej sesji odbywa się na giełdzie sesja podstawowa, na której handel dewizami przebiega po kursie oficjalnym. Na tej sesji kupują dewizy np. dostawcy leków i przedsiębiorstwa, które muszą rozliczyć się w dewizach za gaz.

Oznacza to funkcjonowanie co najmniej dwóch kursów: rynkowego, ustalonego na dodatkowej giełdzie, oraz oficjalnego, regulowanego przez bank centralny. Zamiarem banku jest stopniowe zbliżanie obu kursów i w ciągu półtora do dwóch miesięcy ustalenie jednolitego kursu.

Na czarnym rynku kurs dolara w ostatnim czasie spadł do około 8 tys. rubli. Obserwatorzy oceniali, że mogło być to wynikiem oczekiwania na rezultaty dodatkowej sesji na giełdzie i w konsekwencji - zmniejszenia popytu na dewizy. Jednak białoruskie firmy turystyczne przeliczały ceny swoich usług według kursu 10 tys. rubli za dolara, a sklepy internetowe stosowały przelicznik w wysokości 8,5 tys. rubli.

Niezależny białoruski tygodnik gospodarczy "Biełorusy i Rynok", prognozując niedawno dalszy rozwój sytuacji na rynku walutowym, oceniał, że "w krótkoterminowej perspektywie czynnikami, które będą decydować o kursie rubla, będą działania państwa, a nie rynek".

Gazeta zauważyła, że na Białorusi "posiadaczami dewiz są w większości przedsiębiorstwa państwowe", co oznacza, że "państwo może dyktować rynkowi swoje ceny" i "można nie wątpić", że skorzysta ono z tej możliwości.