Władze samorządów nie czekają, aż Ministerstwo Finansów przystawi im topór do szyi i nakaże trzy rzeczy: oszczędzać, oszczędzać i jeszcze raz oszczędzać. Przygotowały własną propozycję reguły samorządowej. Jej pełna treść ma być znana w środę, jednak „DGP” już dotarł do jej kluczowych postanowień.

Zakłada ona, że deficyt całego sektora samorządowego skurczy się na przestrzeni trzech lat o niemal 40 proc. – z 16 mld zł w 2010 roku do 10 mld zł w roku 2012. W kolejnych latach ma on nie przekraczać 0,6 proc. PKB. Kto ma tego dopilnować? Autorzy projektu twierdzą, że same gminy, powiaty i województwa będą odpowiedzialne za to, by deficyty w ich budżetach były zgodne z zapisami w wieloletnich planach finansowych. Choć postulują kilka wyjątków – ograniczenie ma nie dotyczyć środków na współfinansowanie inwestycji unijnych, sytuacji nadzwyczajnych, jak klęski żywiołowe, czy możliwości sfinansowania większego deficytu z prywatyzacji lub nadwyżki z poprzednich lat.

Zaciskanie pasa będzie leżało w interesie samorządów, gdyż w projekcie zapisano, że jeżeli nie wywiążą się z deklaracji, to prawo do interwencji będzie miało Ministerstwo Finansów. Resort co kwartał będzie sprawdzał, czy samorządy przestrzegają ograniczeń. Jeśli okaże się, że nie i pojawi się groźba przekroczenia limitu deficytu dla całego sektora, to minister finansów odgórnie zdecyduje, o ile deficyt ma zostać zmniejszony. Każda gmina, powiat czy województwo będą miały dwa miesiące na dokonanie zmian w budżetach. Jeśli tego nie uczynią, zrobią to za nie regionalne izby obrachunkowe.

W kwestii tego ostatniego przepisu nie ma jeszcze pełnej zgody pomiędzy wszystkimi samorządami. – Chcemy doprecyzować ten mechanizm, aby nie okazało się, że metropolia przekroczy deficyt o miliard i naprawianie sytuacji sparaliżuje kilkaset gmin – mówi burmistrz Płońska Andrzej Pietrasik.

W projekcie przygotowanym przez samorządy jest jeszcze jeden punkt sporny, tym razem z samym rządem. Resort finansów chciałby, aby regionalne izby obrachunkowe były pod nadzorem ministra finansów, a nie szefa resortu spraw wewnętrznych, jak to jest obecnie. Tymczasem samorządowcy sprzeciwiają się takiemu rozwiązaniu. Niewykluczone jednak, że kompromis w tej sprawie zostanie zawarty już w najbliższą środę na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. W takim wypadku pozostanie już tylko jedno pytanie: kiedy nowe przepisy zaczną obowiązywać? – Trudno mi sobie wyobrazić, że rząd i parlament zdążą z wprowadzeniem tych zmian przed wyborami – mówi „DGP” Marek Sowa, marszałek województwa małopolskiego. Czyli do końca roku samorządy mogą się bezkarnie zadłużać po uszy.