Podwyżka stóp krótkookresowo z rynkowego punktu widzenia niewiele zmienia. Decyzja była już od dawna oczekiwana przez rynek. Jedyne czego można się teraz spodziewać, to krótkookresowego wahnięcia na rynku złotego.

Reklama

Ciągle obstawiam scenariusz, że na koniec roku stopa referencyjna wyniesie 4,5 proc. Moim zdaniem sytuacja inflacyjna nie będzie taka różowa - szczyt prawdopodobnie zobaczymy do połowy roku, kiedy inflacja przekroczy 4 proc. Potem prawdopodobnie ustabilizuje się na niższych poziomach, ale ciągle będą one albo zbliżone albo będą przekraczać górną granicę dopuszczalnego pasma wahań NBP. Ponadto projekcja inflacyjna szybkiego spadku inflacji też nie będzie zakładać. W związku z tym zarówno bieżące poziomy jak i prognozy inflacyjne nie będą skłaniać RPP, by zakończyła cykl podwyżek stóp procentowych.

Gospodarka wygląda coraz lepiej, sektor przedsiębiorstw się rozwija, a dynamika płac pozostaje wysoka. W efekcie wszystkie te elementy, które mogą wskazywać, że przy wysokiej inflacji mogą wystąpić efekty drugiej rundy, w dalszej części roku się utrzymają. W takich warunkach nie ma co mówić o definitywnym zakończeniu cyklu podwyżek stóp procentowych. Oczywiście podwyżki będą rozłożone w czasie. Trwać będą w drugiej połowie tego roku i w roku przyszłym. RPP raczej nie zwiększy skali podwyżek, z obecnych 25 pkt bazowych.

Scenariusz bardzo agresywnych podwyżek stóp procentowych może się zmaterializować, gdy zobaczymy bardzo znaczne przyspieszenie dynamiki wzrostu gospodarczego, któremu będzie towarzyszył znaczny wzrost presji płacowej, co wiązałoby się z wyraźnym wzrostem ryzyka inflacji ze strony popytowej. Na razie jednak to nie jest scenariusz bazowy