Proponowana przez ministra Jacka Rostowskiego ścieżka zmniejszenia deficytu sektora finansów publicznych może być zbyt optymistyczna – uważają eksperci Komisji Europejskiej.

Reklama

„Dziennik Gazeta Prawna” dotarł do wstępnej oceny ekspertów KE polskich propozycji osiągnięcia 3-proc. deficytu finansów publicznych. Dwa tygodnie temu list w tej kwestii do unijnego komisarza do spraw gospodarczych i walutowych, wysłał minister Rostowski.

Z wyliczeń Brukseli wynika, że planowany przez nasz resort finansów spadek poziomu deficytu na poziomie 3,2 proc. może być nierealny. Ich zdaniem wyniesie on pół punktu procentowego więcej, czyli ok. 3, 75 proc. PKB. Dlatego konieczne mogą być dodatkowe działania zmniejszające deficyt, by w 2012 r. spełnić kryteria z Maastricht.

Nasz rząd wyliczył, że kolejne kroki, zarówno już wprowadzone (zmniejszenie zasiłków pogrzebowych, podwyżka VAT, działanie reguły budżetowej), jak i te zapowiadane i wprowadzane teraz – ograniczenie transferów do OFE, nowa reguła wydatkowa dla samorządów – mają pozwolić na zmniejszenie deficytu do 3,2 proc. Dodatkowe 0,2 proc. ma wynikać z wyższego wzrostu gospodarczego i większych wpływów podatkowych.

Jednak zdaniem Brukseli z powodu możliwego wolniejszego tempa rozwoju gospodarczego efekty tych działań będą słabsze, a dochody z tytułu podatków, np. CIT, niższe. Ocena ta jest jednak oparta na prognozie wzrostu PKB z jesieni ub. roku. Jeśli tegoroczne wyniki okażą się bardziej optymistyczne, komisja nie wyklucza, że saldo się poprawi.

Mimo zastrzeżeń KE pozytywnie ocenia polskie plany. „Służby komisji po wstępnej ocenie wspierają te szacunki” – brzmi fragment recenzji polskiej propozycji.

Tym broni się też resort finansów. – Ogólna ocena jest pozytywna, a naszym zdaniem wzrost i jego efekty dla budżetu będą silniejsze, niż sądzi komisja – mówi urzędnik resortu finansów.



Pełna ocena polskich propozycji będzie możliwa w kwietniu, gdy komisja przedstawi nowe prognozy wzrostu gospodarczego. Istotna będzie też informacja o rzeczywistej wysokości deficytu sektora finansów publicznych w 2010 roku. To właśnie on będzie bazową kwotą, od której będziemy schodzić do 3 proc. Resort finansów utrzymuje, że wyniósł 7,9 proc., ale nieoficjalnie urzędnicy liczą, że będzie nieco niższy.

Eksperci w Brukseli wskazują jednak, że realizację planu polskiego MF mogą pokrzyżować październikowe wybory parlamentarne. Rząd będzie miał kłopot z przeforsowaniem w parlamencie działań oszczędnościowych. Choć niewymienione w liście, w grę wchodzą trzy decyzje: wchodzący do Sejmu projekt zmian w OFE, przygotowywana reguła wydatkowa dla samorządów i co najważniejsze – budżet na 2012 r.

Zresztą rząd też boi się uchwalania budżetu w kampanii wyborczej i, jak już pisaliśmy, budżet w tym roku prawdopodobnie zostanie przygotowany wcześniej.

Ostateczna ocena polskiej propozycji gotowa będzie za miesiąc. Od niej zależy, czy mogą nam grozić sankcje za niedotrzymanie zobowiązania zmniejszenia deficytu sektora finansów publicznych po 2012 r. Jednak po ocenie tonu recenzji komisji taki krok wydaje się mało prawdopodobny. Tym bardziej że, jak przypomina Janusz Lewandowski, komisarz do spraw budżetu, możemy liczyć na ulgowe traktowanie przez komisję z powodu kosztów reformy emerytalnej.

Unijne rygory

Procedura nadmiernego deficytu jest wszczynana, gdy deficyt sektora finansów publicznych państwa unijnego przekroczy 3 proc. PKB według unijnej klasyfikacji ESA 95. Gdy Komisja Europejska uzna, że deficyt nie ma charakteru przejściowego i wyjątkowego, kieruje sprawę do Rady Europejskiej. Na tej podstawie rada podejmuje decyzję o nałożeniu procedury i ustala dla danego kraju termin, w którym deficyt powinien wrócić do 3 proc. PKB. Kraj musi przedstawić propozycje działań pozwalające na redukcję deficytu. Jeśli tego nie uczyni, mogą na niego zostać nałożone sankcje, np. rada może wpłynąć na Europejski Bank Inwestycyjny, by zmienił politykę pożyczkową wobec tego kraju, zażądać, by państwo, które ma problemy z deficytem, złożyło nieoprocentowany depozyt, dopóki nie spełni kryteriów z Maastricht, lub ukarać je grzywną. W przypadku krajów takich jak Polska, otrzymujących dużo pieniędzy z funduszu spójności, w grę wchodzi ograniczenie czy wstrzymanie tego strumienia. Procedura nadmiernego deficytu została nałożona na Polskę w lipcu 2009 roku i mamy czas do końca 2012 roku na zejście z deficytem poniżej 3 proc. PKB.

Rygory finansowe w UE mają zostać jeszcze zaostrzone, ostro będzie traktowane także przekroczenie poziomu 60 proc. długu publicznego do PKB.

Reklama