Prezydencki projekt ma poparcie Prawa i Sprawiedliwości. Klub Nowoczesnej zaś wniósł o odrzucenie propozycji w pierwszym czytaniu. W głosowaniu poprało go 168 posłów, przeciw było 285, a dwóch wstrzymało się od głosu.
Podczas debaty na temat obniżenia wieku emerytalnego, posłanka PiS Urszula Rusecka podkreślała, że jest to realizacja zobowiązania z czasów kampanii wyborczej. Krytykowała założenia ustawy podnoszącej ten wiek do 67. roku życia. Mówiła między innymi, że nie spowodowały one oczekiwanej poprawy stanu finansów publicznych oraz, że były błędne i antyspołeczne. Podkreśliła też, że prezydencki projekt przywraca wiarę w słowa polityków. - - mówiła posłanka. Jak zwróciła uwagę, wysokość emerytury nie zależy od liczby przepracowanych lat, ale od wysokości pensji, wzrostu gospodarczego w kraju, racjonalnego zarządzania finansami i uczciwości rządzących.
Izabela Leszczyna z PO zarzucała prezydentowi przykładanie ręki do rujnowania finansów publicznych. Mówiła też, że żyjemy dłużej i rodzi się mniej dzieci. - - pytała. Zarzucała też wnioskodawcom, że chcą wpędzić w biedę kobiety, których emerytury będą niższe niemal o 70 procent. Jak mówiła, zgodnie z obecnymi przepisami, kobieta, urodzona w 1974 roku, gdyby uzyskiwała zarobki na poziomie średniej krajowej, otrzymałaby emeryturę 3504 zł. - - dodawała Izabela Leszczyna.
Prezydencki projekt ustawy emerytalnej krytykował też przedstawiciel klubu Kukiz'15 Jakub Kulesza. Mówił, że obniżanie wieku emerytalnego nie jest prawdziwą reformą systemu. - W ten sposób nie dacie rady naprawić państwa - przekonywał. Dodał, że działania te doprowadzą do - jak się wyraził - krachu systemu w wymiarze politycznym, ekonomicznym i społecznym. Jego zdaniem, .
Przeciwni zmianom są też posłowie Nowoczesnej. Ryszard Petru tłumaczył, że uderza on w kobiety, których świadczenia będą na poziomie minimum socjalnego. Dodał, że propozycja prezydenta jest też niekorzystna dla przyszłych pokoleń, bo emerytury trzeba będzie wypłacać z coraz wyższych składek.
PSL opowiedziało się za dalszymi pracami
nad prezydenckim projektem. Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że
jego klub wniesie poprawkę uzależniającą przejście na emeryturę od
stażu pracy. - - mówił lider ludowców. - - pytał. Jego zdaniem, rzemieślnicy,
którzy wcześnie rozpoczynają pracę, powinni mieć możliwość
przechodzenie na emeryturę po 40 latach.
Obecnie wiek emerytalny - 67 lat - jest stopniowo podnoszony. Mężczyźni mają go osiągnąć w 2020 roku, a kobiety w 2040.
Kowalczyk: Nie 70, a 30 procent
Dziennikarze pytali szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryka Kowalczyka, czy wprowadzenie programu "500+" oraz obniżenie wieku emerytalnego nie zaburzy budżetu. - - powiedział Kowalczyk.
Zaznaczył, że obniżenie wieku emerytalnego skutkuje obniżeniem emerytury. - - zaznaczył.
Przypomniał, że wysokość emerytury zależy od stażu pracy i od wielkości zarobków w ciągu 10 lat, a także od wyliczonego przez ZUS okresu czasu pobierania świadczenia. W związku z tym - wyjaśniał - osoba, która przejdzie na emeryturę w wieku 60 lat, dłużej będzie pobierała świadczenie, a więc będzie ono proporcjonalnie niższe.
Kowalczyk uważa, że różnica w wysokości emerytury kobiety, gdyby pracowałaby do 67. roku życia i gdyby przeszła na emeryturę w wieku 60 lat mogłaby sięgać nawet 30 proc.
- - powiedział Kowalczyk.
Dodał, że skutki finansowe wprowadzenia reformy emerytalnej "bardziej się będą rozkładać w latach następnych". Kowalczyk uważa, że jeśli z możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę skorzystałaby połowa uprawnionych do tego osób, skutki mogłyby wynieść nawet 2 mld zł.
- - uważa Kowalczyk.