Trwa podniebne szaleństwo. Tanie linie lotnicze jedna po drugiej otwierają nowe połączenia nad Wisłą. Jak wynika z informacji, do których dotarł „Dziennik”, wraz z rozpoczęciem sezonu wiosenno-letniego tani przewoźnicy wprowadzą do swoich rozkładów co najmniej 35 nowych połączeń. Wszystko więc wskazuje na to, że wreszcie bez większych problemów będziemy mogli latać po całej Europie. W dodatku zaostrzająca się konkurencja wymusi jeszcze większe obniżki cen.

Najwięcej nowości szykuje WizzAir. Zapowiada uruchomienie aż 19 nowych tras. To może być prawdziwy nokaut dla konkurencji. Najgroźniejszy rywal Węgrów, irlandzki Ryanair, jak na razie ujawnił jedynie cztery nowe trasy, tyle co Sky Europe i Norwegian Air Shuttle. W tej rywalizacji o oczko niżej plasuje się Centralwings. Kolejny jest easyJet, który uruchomi dwa nowe połączenia. Ale te dwie linie prawdodpodobnie nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Niektórzy zaś, tak jak Germanwings, skrzętnie ukrywają swe plany - pisze DZIENNIK.

Skąd ten boom? "Polska jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków na świecie. Wiele osób pracuje za granicą i w dodatku rośnie zainteresowanie turystów polskimi miastami" - mówi John Kohlsaata, dyrektor sprzedaży easyJet.
Najpopularniejszymi kierunkami wciąż pozostają Wielka Brytania i Irlandia – w końcu pracuje tam blisko milion Polaków. Ale obok tradycyjnego Londynu czy Dublina pojawią sie takie miasta, jak Newcastle czy Coventry.

Hitem mogą okazać się nowe połączenia na południe Europy: do Włoch (Palermo), Grecji (Heraklion) czy Bułgarii (Burgas). Równie atrakcyjne powinny być loty do Szwecji, Norwegii i Danii. – Coraz częściej wyjeżdżają nie tylko pracujący tam Polacy, ale też biznesmeni – mówi Jan Święcki, prezes Norwegian Air Shuttle Polska. Północ stała się na tyle atrakcyjna, że na ten rynek wchodzą nieobecne dotąd tam linie, jak np. WizzAir - donosi DZIENNIK.

Przewoźnicy walą do nas drzwiami i oknami, bo prognozy rozwoju rynku są bardzo optymistyczne. Według Eugeniusza Wróbla, wiceministra transportu, w tym roku na pokłady samolotów wsiądzie w Polsce o 5 mln więcej pasażerów niż w ubiegłym. A potencjał i tak jest jeszcze ogromny. Nasz rynek, pomimo wysokich wzrostów, z rocznymi przewozami na poziomie 15 mln osób, jest wciąż w środku europejskiej stawki.

To jednak niejedyny powód, jaki ściąga tanie linie do naszego kraju. Nie ma tu bowiem tak zabójczej konkurencji jak na Zachodzie - a dzięki temu łatwiej jest zarobić. Dziś ze sprzedaży jednego biletu do kieszeni przewoźników trafia od 40 do 100 euro. I to przy uwzględnieniu wszystkich promocji - pisze DZIENNIK.

Która z tanich linii wygra rywalizację? Gdyby opierać się na samych prognozach przewoźników, to palmę pierwszeństwa utrzyma WizzAir. Zapowiada on zdobycie w tym roku ponad 3 mln pasażerów. Drugie miejsce, z przewozami na poziomie 2,6 mln osób, zajmie Ryanair, a na trzecim miejscu, z liczbą 1,6 mln klientów, uplasuje się Centralwings. O kolejne pozycje powalczą easyJet, Norwegian Air Shuttle i Sky Europe, które zapowiadają przewozy w granicach 1 mln pasażerów.


Wszystko też wskazuje na to, że tani przewoźnicy po raz pierwszy zdominują nasz rynek. W ubiegłym roku, choć działają na polskim rynku zaledwie od dwóch lat, obsłużyli oni ponad 6 mln pasażerów, czyli zdobyli 40 – 45 proc. przewozów regularnych. W tym roku chcą jednak przejąć większość rynku i może im się to udać. A to oznacza, że do walki o klienta mocniej będą musiały włączyć się drogie narodowe linie, również i nasz LOT. Dzięki temu już niebawem do Londynu nikt nie będzie jeździł autobusem, a na wybrzeże Włoch czy Chorwacji samochodem. Taniej i szybciej będzie samolotem - informuje DZIENNIK.