W niektórych samorządowych urzędach nawet 90 proc. pracowników to inspektorzy. Powody takiej sytuacji? Zła organizacja urzędów i zatrudnianie osób z polecenia szefostwa. W dodatku zgodnie z przepisami, bo wystarczy wskazać, że za przyjęciem przemawiają szczególne potrzeby urzędu.

W Urzędzie Miejskim w Opocznie na prawie 110 stanowisk aż 60 etatów jest inspektorskich i podinspektorskich, a ponad 20 kolejnych to funkcje kierownicze.

– Mamy w Opocznie największe zagęszczenie inspektorów i podinspektorów w przeliczeniu na wydział Urzędu Miejskiego. Nie występują inne stopnie urzędnicze, chyba że jest to strażnik miejski lub sprzątaczka – mówi DGP lokalny działacz.

Sprawę inaczej widzą sami zainteresowani.

Nie zatrudniamy nowych osób, więc siłą rzeczy wszyscy już awansowali. A ścieżka kariery jest krótka – tłumaczy Janusz Macierzyński, zastępca burmistrza Opoczna.

Jego zdaniem urząd, jeśli chce przyciągnąć do siebie dobrego specjalistę, musi proponować kandydatom wyższe stanowisko.

Opoczno to jednak niejedyne miasto, gdzie nadmiar wysokich stanowisk urzędniczych to norma. W Urzędzie Miejskim w Gdańsku zatrudnionych jest 1100 osób. Z tego prawie 577 to inspektorzy, 236 – podinspektorzy i 125 – główni specjaliści. W urzędzie tym tylko dwie osoby pracują na najniższym stanowisku urzędniczym – młodszego referenta. W Krakowie na 2230 etatów tylko siedmiu urzędników jest na pierwszym szczeblu kariery. W Urzędzie Miejskim w Łomży pracuje 112 inspektorów i 28 podinspektorów na 218 etatów. W Urzędzie Miejskim w Chrzanowie na około 150 – 86 to inspektorzy i 16 to podinspektorzy. W jednostce tej zatrudnionych jest tylko dwóch młodszych referentów. Podobnie jest w magistracie w Świdnicy, Łodzi czy Katowicach.

Osobom, które do nas trafiają, z marszu proponujemy podinspektora, a po kilku miesiącach, po odbyciu przez nich służby przygotowawczej i zdaniu egzaminu, otrzymują inspektora – potwierdza Longin Tomasz, sekretarz gminy Złotów (woj. wielkopolskie).

Średnia wieku urzędników to nieco ponad 30 lat, ale dla większości najważniejsze nie jest stanowisko, lecz coroczne podwyżki – wskazuje Władysław Daliga, zastępca burmistrza gminy Jeziorany (woj. warmińsko-mazurskie).

Eksperci potwierdzają, że brak ścieżki awansu w samorządach to poważny problem.

– Urzędnicy nie wspinają się po szczeblach drabiny kariery. Rozwój zawodowy w ich przypadku to często fikcja. Główny problem to martwe przepisy – argumentuje dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

I dodaje, że nie ma się co dziwić, iż urzędnicy są sfrustrowani, jeśli przez 30, a nawet 40 lat pracy zajmują to samo stanowisko. Ścieżka kariery w administracji powinna być przejrzysta i rozpoczynać się od najniższego stanowiska. Skoro jednak przepisy tego nie wymagają, to gminy rozdają je już od pierwszego dnia pracy.