Blisko 226 tys. bezrobotnych po studiach było zarejestrowanych w urzędach pracy pod koniec ubiegłego roku– wynika z najnowszych danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. To o ponad 21 tys. więcej niż w tym samym okresie roku poprzedniego. W sumie co dziewiąty bezrobotny ma dyplom wyższej uczelni. Wśród nich 43 tys. szuka pracy od sześciu do dwunastu miesięcy, 40 tys. stara się o pracę od roku do dwóch lat, a ponad 22 tys. robi to dłużej niż dwa lata.

Taki wysyp dyplomowanych bezrobotnych to efekt bardzo szybkiego, żywiołowego rozwoju edukacji. Już prawie 27 proc. aktywnych zawodowo Polaków (5 mln) ma wyższe wykształcenie. I choć te zmiany cieszą, to gospodarka nie jest w stanie wchłonąć tak dużej liczby osób po studiach. Problemem jest także profil kształcenia. Nasz system szkolnictwa wyższego wciąż kształci za wielu specjalistów, którymi rynek jest już mocno nasycony. Świeżo upieczeni menedżerowie, pedagodzy, ekonomiści, prawnicy, socjolodzy czy politolodzy mają najczęściej do wyboru zarejestrować się jako bezrobotni lub brać pracę, do której ich wykształcenie wcale nie jest potrzebne.