Gdy sytuacja na rynku pracy się pogarsza, Polacy uciekają na fikcyjne zwolnienia. Tracą na tym firmy, gospodarka, ale przede wszystkim uczciwi pracownicy opłacający składki do ZUS.

W sierpniu br. na zwolnieniach przebywaliśmy ponad 10 mln dni. W 2008 r., gdy gospodarka pędziła do przodu, tylko 8,3 mln. Podobnie było we wrześniu: nie było nas w pracy z powodu choroby 10,25 mln dni – wynika z niepublikowanych jeszcze danych ZUS, do których dotarł „DGP”. W 2008 r. liczba dni chorobowych w tym miesiącu wyniosła 9,5 mln.

Podobny wzrost zachorowań ZUS odnotował w kryzysowym 2009 r. Wtedy stopa bezrobocia skoczyła z 9,5 proc. do 11 proc. We wrześniu 2010 r. wynosiła 11,4 proc., a teraz 11,8. Zdaniem ekspertów będzie szybko rosła.

Wzmożone chorowanie nie jest wynikiem pogorszenia stanu zdrowia Polaków. – Wiele firm przygotowuje się na niepewne czasy i przeprowadza restrukturyzacje. Niedawno zgłosił się do nas pracodawca planujący zwolnienia, u którego z dnia na dzień zachorowało 250 osób. Sprawę bada ZUS – mówi Wojciech Polkowski, ekspert Pracodawców RP. Wskazuje on, że wzrost zachorowań w lecie może się też wiązać z wygasaniem umów zawieranych w ramach ustawy antykryzysowej. Na jej podstawie można było zawrzeć nieograniczoną liczbę umów na czas określony, ale trwających maksymalnie do 21 sierpnia 2011 r. – Możliwe, że wiele osób, bojąc się ich nieprzedłużenia, korzysta z chorobowego – mówi Polkowski.

Te same mechanizmy obserwowali pracodawcy dwa lata temu. – Mieliśmy przypadki nagłych zachorowań w okresie restrukturyzacji – mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes Złomreksu.

O dziurawym systemie orzekania o niezdolności do pracy świadczą także inne dane ZUS. Podczas kontroli okazuje się, że co dziesiąta osoba przebywająca na zwolnieniu w rzeczywistości jest zdrowa. Tylko w I półroczu ZUS wstrzymał bądź zawiesił wypłatę świadczeń na kwotę blisko 75,5 mln zł.

Działa to na szkodę firm i samych ubezpieczonych. Przedsiębiorcy finansują nieobecność pracownika z powodu choroby przez pierwsze 33 dni w roku – wyjątkiem są starsze osoby, za które po 14 dniach płaci ZUS. Tylko do czerwca firmy wydały na ten cel 2,5 mld zł. A jeśli ich wydatki są duże, nie mogą się rozwijać, a uczciwi pracownicy nie dostają podwyżek. W ten sposób finansują rzekomo chorych kolegów. Na tym nie koniec. Choć na ubezpieczenie chorobowe płacimy 2,45 proc. pensji, i tak – jak wynika z ostatniej prognozy wypłacalności Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – w latach 2013 – 2017 fundusz chorobowy FUS zanotuje 17 mld zł deficytu. Nie ma więc szans na obniżenie składek. I w ten sposób uczciwi drugi raz dopłacają do tych, którzy fikcyjnie chorują.

– Polacy nie rozumieją, że biorąc lewe zwolnienia, nie oszukują systemu, ale okradają współpracowników, którzy uczciwie pracują – mówi Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.

W firmie, która planowała redukcje, nagle zachorowało 250 pracowników