"Po pierwsze budżet głupcze" - tak na koniec urzędowania George'a W. Busha mogą zakrzyknąć jego przeciwnicy. Amerykański bilans wpływów i wydatków ledwo zipiał po dwóch wojnach - w Afganistanie i Iraku. Ale po wybuchu kryzysu na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych osiągnął niespotykany dotychczas rozmiar. Na 2009 roku zaplanowano aż 482 miliardów dolarów deficytu budżetowego.

Do niedawna wyniki budżetowe wyglądały dużo lepiej. Ale prezydent Bush zapowiedział, że podpisze ustawę, która załagodzi skutki kryzysu na rynku kredytów hipotecznych. Uchwalona w sobotę ustawa przewiduje, że rządowa Agencja ds. Mieszkalnictwa (FHA) będzie mogła ubezpieczyć do wysokości 300 miliardów dolarów nowe kredyty dla nabywców domów mających trudności ze spłatą już zaciągniętych pożyczek.

Po decyzji Senatu do deficytu dopisano 170 miliardów dolarów. Tyle, jak się przewiduje, będzie kosztowało ratowanie amerykańskich domów. I w ten sposób deficyt osiągnął rekordową sumę 482 miliardów dolarów.

Ale Bushowi nie udało się pobić innego rekordu związanego z deficytem. Te 482 miliardów to procentowo tylko 3,3 proc. amerykańskiego PKB. Tymczasem w 1983 roku deficyt osiągnął aż 6 procent. Przyszłoroczny deficyt nie jest nawet procentowo największym za prezydentury Busha. W 2004 roku wynosił 3,6 proc. PKB.

Dla porównania w Polsce zaplanaowano na ten rok około 24 miliardów złotych deficytu, czyli mniej niż 12 miliardów dolarów. To około 2,5 proc. polskiego PKB.