Spór ukraińsko-rosyjski zaalarmował Unię Europejską. Nic w tym dziwnego, bo rosyjskie rury z gazem przecinają Ukrainę i biegną na Zachód. "Komisja Europejska oczekuje, że niezależnie od rozwoju tego handlowego sporu, nie ucierpią na tym dostawy gazu do UE" - oświadczył unijny komisarz do spraw energii Andris Piebalgs.

Grozi nam zatem powtórka sytuacji z początku 2006 roku, gdy Gazprom przykręcił Ukrainie kurek z gazem. Powód? Nieprzedłużenie umowy. Rosjanie niespodziewanie pięciokrotnie zwiększyli cenę gazu. Ukraińcy do ostatniej chwili negocjowali z Gazpromem. Bezskutecznie. Rosjanie najpierw zakręcili kurek, a potem zgodzili się na obniżenie cen, ale tylko przez pierwszy kwartał 2006 roku.

Odcięcie gazu odczuliśmy także i my. Do Polski płynęło o 14 procent tego surowca mniej. Na szczęście Ukraina dogadała się z Rosją, zanim ten spór skończył się u nas kryzysem gazowym.

"Mamy długoterminowe kontrakty z Gazpromem. Wywiązujemy się ze wszystkich zobowiązań" - przypomina Joanna Zakrzewska, rzeczniczka Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, głównego odbiorcy rosyjskiego gazu. "Liczymy na wiarygodność Rosjan" - dodaje.

Choć Gazprom zapewnia, że tym razem dostawy gazu na Zachód nie będą zmniejszone, może czekać nas powtórka scenariusza sprzed dwóch lat. Już od poniedziałku polskie firmy korzystające z rosyjskiego gazu mogą spodziewać się kłopotów z dostawami.