Ściągalność składek jest lepsza niż zakładał plan finansowy ZUS. Z najnowszych danych wynika, że przypis składki do lipca wyniósł 98 mld zł. Wpływy z tego tytułu do funduszu były o 8 proc. wyższe niż rok temu w porównywalnym czasie. Jeśli takie tempo utrzyma się do końca roku, to zamiast 161,1 mld zł w funduszu znajdzie się 165,2 mld zł, czyli ponad 4 mld zł więcej. Zakład szacuje nadwyżkę nieco skromniej – na 3,7 mld zł. Ale nawet taki wariant oznacza, że z naddatkiem zostaną pokryte tegoroczne koszty obniżki wieku emerytalnego.

W tym roku koszty brutto operacji to 2,5 mld zł. Ale dla ZUS będą niższe, gdyż jeśli ubezpieczeni masowo przejdą na emeryturę, to FUS przestanie wypłacać część rent, które zostaną zastąpione emeryturami. Wyższe będą wpływy z tak zwanego suwaka (to stopniowy zwrot oszczędności przyszłych emerytów z OFE do ZUS). W efekcie tegoroczne koszty obniżenia wieku dla ZUS to 805 mln zł. A to oznacza, że nadwyżka z rosnącej składki pozwoli nie tylko na pokrycie tych wydatków, ale jednocześnie na zmniejszenie dotacji z budżetu do wypłacanych emerytur o około 3 mld zł.

Na taki scenariusz liczy minister rodziny, pracy i polityki społecznej. A zdaniem wiceprezesa ZUS Pawła Jaroszka jest on całkowicie realny. – Jest bardzo dobrze. W tym roku na pewno większy wpływ składki pozwoli na pokrycie kosztów obniżenia wieku emerytalnego – zapewnia. I dodaje, że zagrożeniem mogłyby być okoliczności makroekonomiczne, ale dziś nie widać realnego ryzyka ich pogorszenia.

– Jestem "realistycznie optymistyczny", bo sytuacja, jeśli chodzi o zatrudnienie i firmy, jest dobra – mówi Paweł Jaroszek. Dzięki temu rośnie fundusz płac, od którego płacone są składki. W I półroczu wynagrodzenia urosły o 5 proc., a zatrudnienie o 4,3 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem.

Jeśli dobra koniunktura się utrzyma, to także w przyszłym roku. Mimo że koszty obniżenia wieku skoczą do 9 mld zł, rosnąca składka od wynagrodzeń może je pokryć.