Trwa swoiste przeciąganie liny – tak to, co dzieje się wokół walutowych kredytów hipotecznych, określił wczoraj Jerzy Bańka, wiceprezes Związku Banków Polskich. Miał na myśli z jednej strony poczynania środowiska frankowiczów, którzy w miniony weekend demonstrowali, wzywając prezydenta Andrzeja Dudę do wywiązania się z wyborczej obietnicy rozwiązania "problemu frankowego". Drugi koniec liny jest w rękach bankowców. Ci zaś nie są skłonni do wychodzenia z nowymi propozycjami, które zmierzałyby do systemowego załatwienia sprawy.

Czekamy na rozwinięcie rekomendacji Komitetu Stabilności Finansowej – powiedział wczoraj na spotkaniu z dziennikarzami Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP. Komitet, w którego skład wchodzą szefowie Narodowego Banku Polskiego, Ministerstwa Finansów, Komisji Nadzoru Finansowego i Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, w styczniu przedstawił listę rekomendacji, które mają doprowadzić do tego, że banki będą bardziej niż dotąd skłonne do dogadywania się z klientami. Prezes NBP Adam Glapiński zapowiadał niedawno, że jeszcze w marcu zostaną ujawnione szczegółowe rozwiązania. Wszystko jednak wskazuje, że będzie opóźnienie.

Na razie nie znamy tych szczegółowych rozwiązań. Możemy się tylko w niektórych przypadkach domyślać, na czym miałyby one polegać – mówił Pietraszkiewicz. – Ważne, że uzgodniono, iż nie ma uzasadnienia ekonomicznego ani prawnego dla żadnych rozległych rozwiązań w zakresie kredytów walutowych. Jest natomiast zgoda społeczna dla zachęt do wsparcia osób najsłabszych ekonomicznie – dodał prezes ZBP.

Poszukiwane powinny być rozwiązania, które nie prowadziłyby do destabilizacji systemu bankowego, a jednocześnie wspierałyby osoby potrzebujące. A także by nie stawiały kredytobiorców walutowych na uprzywilejowanej pozycji w stosunku do spłacających kredyty w złotych. Na to nie ma przyzwolenia opinii publicznej – powiedział Pietraszkiewicz.

Przytaczał też dane świadczące o tym, że banki idą na rękę klientom, którzy mają problemy z obsługą zadłużenia. W minionym roku w 3,4 tys. przypadków nastąpiła restrukturyzacja zadłużenia (co oznacza np. umorzenie części długu).

Do najbardziej aktywnych pod tym względem należy Getin Noble Bank. Jak mówili na niedawnej konferencji prasowej przedstawiciele tej instytucji, w minionym roku uzgadniano restrukturyzację zadłużenia ze średnio 200 osobami miesięcznie. – Prowadzimy działalność restrukturyzacyjną w ujęciu indywidualnym. Tyle że oczekiwania klientów są zakotwiczone w propozycjach legislacyjnych. Te oczekiwania są bardzo wygórowane – ocenił p.o. prezesa Artur Klimczak.

Prócz restrukturyzacji blisko 1,3 tys. osób skorzystało z uelastycznienia, jeśli chodzi o stosowanie zabezpieczeń (to ma znaczenie np. przy zamianie mieszkania). W kolejnych 400 przypadkach klienci skorzystali z pomocy Funduszu Wsparcia Kredytobiorców.

Fundusz został sfinansowany ze składek banków. Eksperci oceniają, że warunki korzystania z niego na razie raczej zniechęcają potencjalnych beneficjentów. Dlatego zmiany w FWK były jedną ze styczniowych rekomendacji KSF. O zwiększeniu elastyczności funduszu mówią także sami finansiści. Ich zdaniem rozwiązanie "kwestii frankowej" powinno się jednak odbywać w relacjach dwustronnych klient – bank.

Aby doszło do przewalutowania, obie strony muszą tego chcieć. Nie wystarczy wywierać presję regulacyjną, by zachęcać banki do rozmów. To druga strona została skutecznie zniechęcona do rozmów na skutek inicjatyw politycznych. Jeśli nie będzie wyraźnych sygnałów ze świata polityki, które zachęcałyby klientów do rozmów z bankami, to trudno tu się spodziewać znaczącej zmiany. W bankach przewalutowanie było możliwe w każdym czasie – powiedział Jerzy Bańka.

Kilka tygodni temu prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński stwierdził, że frankowicze powinni brać sprawy we własne ręce i wytaczać procesy bankom. Ustawowe przewalutowanie kredytów byłoby bowiem zbyt kosztowne dla budżetu.