Mamy gospodarcze spowolnienie?
Wzrost PKB spowolnił, nie ma co do tego wątpliwości. Przede wszystkim dlatego, że spadły inwestycje sektora publicznego. Tłumaczone to jest tym, że jesteśmy w fazie przejściowej między dwiema unijnymi perspektywami finansowymi i niektóre agendy publiczne nie zdążyły się przygotować do wykorzystywania środków unijnych według nowych zasad. Ja bym jeszcze dodał do tego katalogu przyczyn zmiany kadrowe w wielu instytucjach. Pojawili się tam ludzie z ograniczonym doświadczeniem i z ograniczoną skłonnością do podejmowania decyzji. To, czy gospodarka przyspieszy w 2017 r. zależy m.in. od tego, na ile ci, którzy decydują o wydawaniu publicznych pieniędzy na inwestycje będą w stanie się zmobilizować.

Wicepremier Mateusz Morawiecki kilka tygodni temu powiedział, że wzrost PKB to taki bożek elit III RP. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?
Nie sam wzrost jest najważniejszy i z tym się zgadzam. Niezwykle ważne jest to, co się na ten gospodarczy wzrost składa. Jeszcze w 2015 r. polska gospodarka rosła w sposób zrównoważony. To znaczy trzy najważniejsze silniki wzrostu gospodarczego – konsumpcja, inwestycje i eksport netto - pracowały równo. W 2016 r. to się zmieniło. Zgasł silnik inwestycyjny, eksportowy dostał czkawki i teraz wzrost ciągnie silnik konsumpcyjny. Polska gospodarka stała się w większym stopniu gospodarką konsumującą. I to jest poważniejszy problem, niż samo tempo wzrostu PKB.

Dlaczego? To chyba dobrze, że ludzie mają więcej pieniędzy i są w stanie więcej kupować. Ich poziom życia się podnosi.
Gospodarka oparta na konsumpcji może być oczywiście w takiej bieżącej fazie wzrostu, ale nie buduje podwalin pod to, by móc się rozwijać w przyszłości.

No, ale co to mnie – jako przeciętnego obywatela – obchodzi? Ważniejsza jest dla mnie zasobność mojego portfela, a nie jakieś inwestycje, których być może nigdy na własne oczy nawet nie zobaczę.
Oczywiście, społeczeństwo na bieżąco nie jest nawet w stanie zdać sobie sprawy ze zmian struktury wzrostu gospodarczego. Bezrobocie mamy najniższe w historii, bardzo dobrą dynamikę zatrudnienia, płace – przy długo utrzymującej się deflacji – realnie rosły. Do tego doszedł program Rodzina 500 plus. Gospodarstwa domowe nie odczuwają dziś na własnej skórze, co się z gospodarką złego dzieje. Bo rachunek za brak inwestycji dziś zapłacimy w przyszłości.

A konsumpcja nie może nam ciągnąć w górę wzrostu gospodarczego przez dłuższy czas? Jeśli program 500 plus będzie działał, to może przecież tę konsumpcję pobudzać.
Inwestycje to klucz. Przy ich braku nie będzie wzrostu potencjału gospodarczego w przyszłości, czyli na przykład nie będzie wzrostu produkcji i nowych miejsc pracy. Co do 500 plus i jego wpływu na wzrost: to zadziała przez rok, dwa. Gdy pierwszy raz "wrzucimy" do gospodarki 23 mld zł konsumpcja wzrośnie, bo przecież wcześniej tych 23 mld zł w niej nie było. Ale jak wrzucimy te 23 mld zł w kolejnym roku to wzrostu już nie będzie – bo w bazie z poprzedniego roku dodatki na dzieci już są. W tym przypadku potencjał rozwojowy szybko się wyczerpuje. To inwestycje go budują.

Gdybyśmy nawet wpadli w stagnację – czy stałoby się coś złego?
Wtedy, kiedy działały wszystkie komponenty wzrostu gospodarczego to dynamika naszego PKB była dwukrotnie wyższa, niż w krajach rozwiniętych. Tym samym szybciej ich doganialiśmy. W tej chwili te nasze 3 proc. wzrostu w 2016 – o ile uda się je osiągnąć – oznacza, że to nasze doganianie jest wolniejsze. Jeżeli na dłuższa metę gospodarka nie przyspieszy dzięki inwestycjom to stopniowo będziemy się zsuwać do tempa wzrostu takiego, jaki jest na Zachodzie Europy, czyli przestaniemy go doganiać.

Co właściwe pokazuje tempo wzrostu gospodarczego: szybkość bogacenia się społeczeństw?
Tak, to miernik pokazujący w najbardziej syntetyczny sposób tempo rozwoju kraju. Jeśli jeszcze do tego wzrost ten jest zrównoważony to kraj zwiększa swój potencjał rozwoju również w przyszłości. Tak, jak jest obecnie u nas – gdy inwestycje spadły, a eksport netto też nie dokłada się do wzrostu – szanse na budowę tego potencjału maleją.

Zgadza się pan, że ze wzrostu gospodarczego w poprzednich latach nie wszyscy korzystali w równym stopniu?
Zdaję sobie sprawę, że jakaś część społeczeństwa partycypowała we wzroście gospodarki w mniejszym stopniu. Co ma swoje negatywne konsekwencje społeczne i polityczne.

Da się to zmienić, np. takim fiskalnym dopalaczem, jak 500 plus?
Program Rodzina 500 plus poprawił sytuację majątkowo najuboższych gospodarstw domowych, co do tego nie ma wątpliwości.

Czyli ci, którzy mówią, że dla społeczeństwa wzrost PKB ma mniejsze znaczenie, niż to, ile zostaje pieniędzy do pierwszego mogą mieć rację.
Gospodarstwo domowe nie zastanawia się nad takimi sprawami, jak dynamika PKB, budowa potencjału gospodarki a nad tym, ile może kupić za swoje dochody. Problem polega na tym, że jak dziś doraźnie ten dochód zwiększymy np. poprzez dodatki na dzieci, a "odpuścimy" sobie budowę gospodarczego potencjału poprzez wzrost inwestycji, to ograniczamy możliwości wzrostu tego dochodu w przyszłości.