Według pomysłu, który pojawił się w resorcie rozwoju, istniejące już wojewódzkie komisje dialogu społecznego mogłyby tę najniższą pensję lokalnie obniżać. Taka korekta w dół byłaby możliwa, gdyby zgodzili się na to związkowcy, pracodawcy i przedstawiciele rządu oraz samorządu. I mogłaby obowiązywać albo w całym województwie, albo w wybranych powiatach czy gminach. Tam, gdzie bezrobocie jest wciąż dużym problemem, obniżka miałaby zachęcać przedsiębiorców do inwestycji i rozruszać zatrudnienie.

Pomysł lokalnego obniżania minimalnego wynagrodzenia podoba się pracodawcom. – Na poziomie ogólnokrajowym zbliża się ono do poziomu 50 proc. średniej płacy w przedsiębiorstwach. Ale gdy się spojrzy na to w rozbiciu na regiony, są takie miejsca, gdzie jest dużo poniżej tego pułapu, i takie, gdzie jest znacznie powyżej – mówi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

A z badań wynika, że gdy płaca minimalna sięga 40–45 proc. średniej, może występować zjawisko wypychania z rynku pracy osób o najniższych kwalifikacjach – dodaje.

Doktor Iga Magda z Instytutu Badań Strukturalnych chwali też pomysł, by możliwość różnicowania najniższej pensji nie zatrzymała się na poziomie województw.

– Różnice wewnątrz nich są większe niż między nimi. Przykład Warszawy i Szydłowca pokazuje, że jedna płaca minimalna na poziomie mazowieckiego byłaby trudna do uzgodnienia – stwierdza ekspertka. Ale sceptyczni wobec proponowanej zmiany są związkowcy. – W dyskusjach za czasów komisji trójstronnej takie rozwiązania się pojawiały i wątpię, by była zgoda na nie ze strony związków zawodowych – mówi rzecznik Solidarności Marek Lewandowski.

Pomysł miałby zostać wpisany do jednej z ustaw towarzyszących pakietowi Konstytucja biznesu. Prace nad nim trwają w rządowych gabinetach. Urzędnicy nie chcą jednak zdradzać szczegółów, konkretnych rozwiązań ani tego, kiedy zobaczymy gotową propozycję.

13 proc. zatrudnionych na etat zarabia pensję nie wyższą niż minimalna

8 proc. wyniosła podwyżka minimalnej pensji na 2017 r.