Informację tę potwierdziliśmy w kilku niezależnych od siebie źródłach. Rzeczniczka COI Katarzyna Jedlińska na pytanie o rzekomą rezygnację Leśkiewicza ucina temat: - Nie potwierdzamy, nie zaprzeczamy. O komentarz w tej sprawie należy prosić Ministerstwo Cyfryzacji - mówi.

Rzecznik resortu Karol Manys również nic nie wie o zaistniałej sytuacji. Jeśli jednak wkrótce się potwierdzi, będzie to wyjątkowo krótki czas zarządzania tą strategiczną jednostką przez Leśkiewicza - na stanowisko dyrektora został on powołany z początkiem czerwca br. Wcześniej dyrektorem Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN.

Próbowaliśmy ustalić przyczyny tak nagłej i zaskakującej rezygnacji (o której do wczoraj nie wiedziała nawet część załogi COI). Nasi informatorzy twierdzą, że jednym z punktów zapalnych były nieporozumienia na linii COI-Ministerstwo Cyfryzacji odnośnie projektu EZD RP. Ten uruchomiony z początkiem czerwca projekt ma m.in. na celu ustanowienie jednolitego systemu elektronicznego zarządzania dokumentacją w administracji rządowej.

W nocy informację potwierdziła na Twitterze Anna Streżyńska, minister cyfryzacji.

COI półtora roku robiło projekt systemu elektronicznego obiegu dokumentów eDOK 4.0. System jest prawie gotowy. Wiceminister Piotr Woźny najpierw zlecił audyt firmie Laboratorium EE która nie ma zbyt dużego doświadczenia w dziedzinie. Ale wynik audytu był bardzo pozytywny dla projektu - twierdzi jedno z naszych źródeł. Dodaje, że następnym krokiem było zlecenie poprzez dla Laboratorium EE na dwuletni projekt badawczo-rozwojowy na opracowanie koncepcji tego systemu. - Na prezentacji założeń projektu przez firmę pracownicy COI zobaczyli swoje pomysły, które im przedstawiali w czasie audytu. To już było za wiele - dodaje nasz rozmówca.

Atmosfery nie poprawiła też lipcowa konferencja minister Anny Streżyńskiej, na której przedstawiła ona "plan ratunkowy" dla urzędów stanu cywilnego korzystających z aplikacji Źródło, stworzonej przez COI. Resort informował o kosztującym ponad 10 mln zł „łataniu dziur” w aplikacji, które paraliżują prace urzędników i utrudniają sprawne wydawanie odpisów aktów. Przedstawiciele COI w rozmowach z nami raczej skłaniali się ku wersji, że chodzi nie tyle o dziury, co o "prace rozwojowe" nad systemem, co jest zupełnie zrozumiałe w przypadku tak dużych projektów.

W ostatnim czasie - co opisywaliśmy jako pierwsi na łamach "Dziennika Gazety Prawnej" - zaczęła gęstnieć atmosfera wokół kolejnego wielkiego projektu informatycznego CEPiK 2.0, którego wdrożenie najprawdopodobniej znów trzeba będzie przesunąć w czasie. Audyt projektu wskazywał bowiem na liczne zagrożenia projektu, które mogłyby skutkować ogólnokrajowym paraliżem (problem z wydawaniem praw jazdy, dowodów rejestracyjnych, wstrzymanie egzaminów w WORD-ach, brak możliwości przeprowadzenia badań technicznych pojazdów itd.)

Generalnie nastroje w Ośrodku są nie najlepsze, specjaliści odchodzą. Odejście Leśkiewicza tylko to pogłębi - opowiada jedno z naszych źródeł.

COI, nazywany przez niektórych "rządowym Microsoftem", to jednostka budżetowa państwa, która ma dostarczać nowe państwowe systemy, rejestry czy e-usługi. To właśnie Centralny Ośrodek z siedzibą w tzw. warszawskim Mordorze przygotował System Rejestrów Państwowych, dzięki któremu obywatele mogą wnioskować o dowody osobiste w każdej gminie czy sięgać po odpisy aktów w dowolnym urzędzie stanu cywilnego. COI brał też udział przy wdrażaniu programu "500 Plus" (usprawnienia słabo działającej platformy ePUAP), a teraz pracuje nad kolejnym wielkim projektem CEPiK 2.0. Do grudnia 2015 r. nadzór nad COI sprawowało MSWiA, potem przejął je resort cyfryzacji (MC) kierowany przez Annę Streżyńską.

Ostatnie miesiące były dla COI wyjątkowo trudne. Nowa szefowa MC szybko pozbyła się dotychczasowego kierownictwa Ośrodka. W styczniu na konferencji prasowej nie przebierała w słowach: Przyczyną odwołania szefa Centralnego Ośrodka Informatyki (Nikodema Bończy-Tomaszewskieg o - red.) było właśnie to, że nie mieliśmy gwarancji, że rozpoczęte tam projekty zostaną zakończone. Wszystkie dokumenty i raporty Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wskazują na te same problemy COI - totalną niesterowność i niezależność od nadzorującego ministra. W wyniku tej sytuacji grozi nam zwrot dotacji wysokości 284 mln zł, dlatego stanowcze działania są uzasadnione. Firma ta uchodziła za "polski Microsoft", a przy 150 osobach obsługi administracyjnej, było tylko 30 programistów, zatrudnionych do tak ambitnych projektów jak elektroniczne dowody osobiste, Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców. Z tego też powodu wystąpiły opóźnienia w samym połączeniu rejestrów państwowych.

Na kilka miesięcy kierownictwo w COI przejął Adam Sobczak, współzałożyciel pierwszego i obecnie największego w Polsce portalu zbiórek charytatywnych SiePomaga.pl. Nowe kierownictwo dostało od zwierzchników zadania nie tylko o charakterze stricte informatycznym. Miało również dokonać, jak czytamy w komunikacie MC, "weryfikacji stanu realizacji prowadzonych przez COI projektów, a w szczególności stanu projektu CEPiK 2.0, którego pierwotny termin realizacji nie został dotrzymany i przesunięty na 1 stycznia 2017 roku".

W grę wchodziło również rozliczenie z Komisją Europejską projektu pl.ID, którego realizacją zajmował się COI. Polska otrzymała na ten projekt dofinansowanie w wysokości ponad 294 mln zł. Projekt ten zgłoszony został pod koniec grudnia 2015 r. do Komisji Europejskiej jako niefunkcjonujący. Od tamtej pory na linii resort-COI dochodziło do licznych spięć.

W ramach rozliczeń tego projektu koniecznym jest wyjaśnienie kwestii wydatków na kwotę ok. 58 milionów złotych poniesionych w ramach umowy łączącej Ministerstwo Spraw Wewnętrznych z COI na realizację projektu pl.ID, które uznane zostały za niekwalifikowalne z uwagi na brak potwierdzenia poniesienia ich zgodnie z zasadami kwalifikowalności - informował resort w styczniu.

Z początkiem czerwca kierownictwo w COI objął Rafał Leśkiewicz, ściągnięty z IPN. W notatce o nim czytamy: "Uczestniczył we wdrażaniu wielu projektów informatycznych, także o charakterze niejawnym. Autor pierwszej koncepcji komputeryzacji archiwów Instytutu Pamięci Narodowej. W latach 2012-2014 nadzorował i angażował się we wdrażanie największego w Polsce projektu cyfryzacji archiwum dokumentów znajdujących się w IPN, funkcjonującego pod nazwą Cyfrowe Archiwum". - To jeden z tych, którym zależy. Państwowiec - twierdzi jeden z naszych rozmówców.