Dorota Kalinowska: Będzie praca w 2016 roku? A jeśli tak, to gdzie?
Agnieszka Dejneka: Będzie, to na pewno. A nie zabraknie jej przede wszystkim w takich sektorach jak: handel i sprzedaż, bankowość i finanse oraz ubezpieczenia, a także w szeroko rozumianym IT, czyli od telekomunikacji zaczynając, a na zaawansowanych technologiach mobilnych kończąc. To od wielu lat branże, gdzie ofert jest nie tylko najwięcej, ale także stale ich przybywa.

A jest szansa, że po Nowym Roku dołączą do nich nowe sektory?
Tak, i to kolejna dobra wiadomość. Tylko w ostatnim półroczu widzę znaczny wzrost zapytań od firm z rynku nieruchomości i budownictwa, także tego związanego z oddawaniem do użytku nowych dróg i mostów. Ale ofert będzie też więcej w branży: produkcja i przemysł oraz transport - firmy chętnie rozmawiają z doświadczonymi logistykami i spedytorami.

Czym będzie to podyktowane?
Głównie sytuacją gospodarczą, bo zwiększył się ruch na rynku mieszkaniowym: ceny są niskie, a banki chętnie udzielały kredytów - zakup własnego M traktowany był jako lokata kapitału. Poza tym poprawia się infrastruktura komunikacyjna: są budowane drogi, linie kolejowe… Nie bez znaczenia jest też fakt, że dużo osób wyjechało do tej pory z Polski, a lukę po nich firmy muszą przecież wypełniać. Jak na razie robią co mogą i w przypadku kadr niewykwalifikowanych ściągają do kraju przede wszystkim pracowników z Ukrainy.

Sąsiedzi zza wschodniej granicy zgodzą się jednak na niższe stawki. Pracy nie zabraknie więc tylko dla pracowników wykwalifikowanych?
W największym stopniu poszukiwani będą głównie specjaliści z wąskimi specjalizacjami, głównie tymi technicznymi, a więc m.in. od procesów produkcyjnych, migracji technologii, inżynierii materiałowej, w tym m.in. obróbki metali i konstrukcji stalowych, ale też np. mechanicy, technolodzy, spawacze i tokarze. Jeśli znają język obcy, najchętniej angielski, tym lepiej. Bo coraz częściej w cenie jest połączenie umiejętności technicznych, językowych i biznesowych - takie osoby mogą pracować np. w międzynarodowych zespołach projektowych, nad rozwojem nowych produktów, technologii, procesów czy właśnie transferem produkcji.

Ale mowa jest cały czas głównie o sektorze nieruchomości i przemyśle, a co z innymi. Kto jeszcze będzie poszukiwany?
Wrzuciłabym do jednego worka i powiedziała, że najbardziej poszukiwani będą pracownicy do sektora BPO/ SSC. Pod tą nazwą ukrywają się przede wszystkim wspólne centra usług, zwane w branży: business proces outsourcing lub shared services center. To wyodrębnione jednostki świadczące usługi na rzecz co najmniej dwóch podmiotów w ramach jednej grupy kapitałowej, mówiąc w największym skrócie.

I kogo głównie będą rekrutować po Nowym Roku?
Będą to przede wszystkim pracownicy działów: księgowość, zarządzanie zasobami ludzkimi, rozliczanie wynagrodzeń, czy też np. obsługa klientów, zamówień i zakupów oraz wsparcie techniczne. Co ważne, centra poszukiwać będą nie tylko osób z doświadczeniem i znajomością języka, np. księgowej z językiem hebrajskim, handlowca z norweskim, specjalisty do spraw obsługi klienta z chińskim, ale też tych gotowych się szkolić np. do działów wsparcia klienta i obsługi pogwarancyjnej. Wszędzie tam, gdzie kluczowe są także osobowość i kompetencje miękkie.
Zainteresowane będą przy tym osobami w każdym wieku - to sektor, w którym zatrudnienia znajdzie zarówno kogoś, kto ma x lat doświadczenia, gdzie x oznacza 5,10, a nawet i 20, jak i osoby z pokolenia Z, które dopiero wchodzi na rynek pracy, po maturze albo po studiach.

Tyle, że to oznacza, że praca będzie przede wszystkim w dużych miastach Polski centralnej.
Nic z tych rzeczy. Już w tej chwili najwięcej centrów działa w miastach Polski południowej, w tym m.in. w Krakowie i Katowicach. Kilka jest w Łodzi, choć niewykluczone, że kolejne powstawać będą już w podlaskim i zachodnio-pomorskim. Przemawia za tym przede wszystkim brak konkurencji, dostępność pracowników, ale też niższy poziom wynagrodzeń - to główne kryteria wyboru takich firm.

Centra centrami, a będzie praca dla pracowników średnio wykwalifikowanych?
Tak, a to dlatego, że pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę z tego - i to zjawisko na pewno przybierze na sile - że średnio wykwalifikowani pracownicy, czy to operatorzy maszyn, czy np. mechanicy z dnia na dzień mogą wyjechać za granicę i za analogiczną pracę dostać tam znacznie wyższe wynagrodzenie. W tej sytuacji coraz częściej szukają więc osób mniej wykwalifikowanych lub w ogóle niewykwalifikowanych, które mogliby przeszkolić.
Podobnie dzieje się już na uczelniach, gdzie pracodawcy zamawiają określone kierunki. I tak np. na Uniwersytetem Ekonomicznym we Wrocławiu utworzono specjalizację project management na studiach magisterskich. Projekt ma na celu połączenie zajęć dydaktycznych z pracą u konkretnego partnera biznesowego, uczestniczącego w projekcie.
Dzieje się tak także dlatego, że firmy coraz częściej poszukują nie tylko wzrostu efektywności, optymalizacji kosztowych i procesowych, ale także kompetencji, które mogą szkolić i rozwijać. Elastyczność, umiejętność podejmowania szybkich decyzji, odnajdywanie się w multikulturowym środowisku, wielozadaniowość, umiejętność pracy w grupie stają się z ich punktu widzenia coraz bardziej pożądane.

Co w takim razie, co powinna robić osoba, która po Nowym Roku znajdzie się bez pracy? Szkolić się? A może raczej uczyć języków? Jaka jest Pani konkretna rada?
Szkolić. Ale wcześniej zastanowić się nad swoim doświadczeniem zawodowym, przeanalizować swoje mocne strony i dopiero potem znaleźć te obszary, w których powinna się dokształcić. Warto też, żeby dobrze się zastanowiła, czy jest gotowa zmienić branżę, miejsce zamieszkania….
Warto szukać odpowiedzi na pytanie, czy jestem gotowy/a podjąć nowe wyzwania, czy też wolę porozglądać się za podobnym stanowiskiem i podobnym zakresem obowiązków.

Jak tak Pani słucham, to dochodzę do wniosku, że w 2016 roku tylko największy nieudacznik nie znajdzie pracy.
Powiem inaczej: nie znajdzie jej ten, kto nie chce pracować. Wiem, co mówię, bo w branży rekrutacyjnej jestem od 2002 roku, czyli blisko 14 lat. I dlatego twierdzę, że nie ma bezrobocia, jest tylko nierobocie. To oznacza, że zajęcia nie ma ten, kto albo nie chce go znaleźć, albo komu w ogóle nie chce się pracować.