Zdaniem rzeczniczki JSW decyzja sądu oznacza, że związkowcy mają zakaz prowadzenia strajku i wszelkich innych działań związanych z akcją strajkową, które narażają spółkę na straty materialne.

W komunikacie czytamy, że jeśli związkowcy nie zaprzestaną strajku, zarząd spółki będzie mógł wytoczyć związkowcom procesy na drodze cywilnej o zwrot kosztów z tytułu strat. O tym kilka dni wcześniej mówili także Pracodawcy RP.

W strajku bierze udział około 5 tysięcy pracowników, a kilkunastu z nich zdecydowało się na głodówkę. Górnicy domagają się między innymi dymisji prezesa spółki.

W południe rozpoczęła się manifestacja przed siedzibą JSW. W proteście wzięło udział około 500 osób, w tym dzieci i żony górników. Uczestnicy mieli ze sobą garnki, by pokazać władzom spółki, że nie mają co do nich włożyć. Manifestacja miała pokojowy charakter.

Jeszcze dziś po południu mają zostać wznowione rozmowy rządu ze strajkującymi górnikami z Jastrzębskiej Spółki Węglowej. W drodze na Śląsk jest mediator - były minister pracy Longin Komołowski.

Wiceminister skarbu Wojciech Kowalczyk powiedział dziennikarzom, że ma nadzieję, że związkowcy wezmą odpowiedzialność za ratowanie miejsc pracy w JSW. Podkreślił, że dotychczasowy wynegocjowany pakiet oszczędnościowy jest dla rządu niewystarczający. Mówił, że kluczowe kwestie do negocjacji to "czternastki", sześciodniowy tydzień pracy i odpracowanie strat związanych ze strajkiem. Wojciech Kowalczyk dał do zrozumienia, że rząd nie spełni żądania strajkujących, którzy domagają się dymisji prezesa JSW Jarosława Zagórowskiego. 

Według informacji Kowalczyka, związkowcy z Jastrzębia zgadzają się na oszczędności w wysokości 128 milionów złotych. Ta kwota nie wystarcza jednak na uratowanie miejsc pracy i sytuacji w JSW - mówił.

Jego zdaniem, temat odwołania prezesa JSW jest zastępczy, powtórzył, że kluczowa jest właśnie sprawa "czternastek". 

Rzeczniczka JSW Katarzyna Jabłońska-Bajer powiedziała, że pierwsza rata "czternastek" - 40 procent - zostanie wypłacona jutro. Wypłata dalszej części będzie przedmiotem kolejnych negocjacji, tak jak to zostało to zapisane w protokole rozbieżności.