W pierwszych trzech miesiącach PKB wzrósł o 3,5 proc., co oznacza, że polska gospodarka wyraźnie traci impet z poprzedniego roku. To nie zaskoczenie – ekonomiści spodziewali się hamowania ze względu na pogarszającą się koniunkturę w strefie euro. Fakt, że się nie pomylili, utwierdza ich w przekonaniu, że mają rację w co najmniej dwóch sprawach: prognozując dalsze spowolnienie w ciągu tego roku i krytykując podwyżkę stóp procentowych, jaką Rada Polityki Pieniężnej wprowadziła na początku maja. Bo gospodarka już mierzy się z pogorszeniem popytu, o czym świadczy większa rola zapasów – czyli tego, co firmy wyprodukowały, ale nie zdołały sprzedać – w kreowaniu wzrostu gospodarczego w I kwartale. A droższy kredyt w pobudzeniu popytu nie pomoże.

Problemy z popytem widać przede wszystkim w danych o konsumpcji prywatnej. Co prawda jej tempo nie zmieniło się w porównaniu z IV kwartałem 2011 roku – wyniosło 2,1 proc. – ale mogło być lepiej, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że sprzedaż detaliczna w styczniu, lutym i marcu rosła średnio o około 13 proc. Lepiej już raczej nie będzie, bo nie ma zbyt wielu czynników wspierających wzrost konsumpcji – ocenia Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

I wymienia największe przeszkody: brak wzrostu zatrudnienia, słaby wzrost płac, malejąca skłonność do wydawania pieniędzy ze względu na niepewną sytuację na rynku pracy. No i spadek oszczędności, z których konsumpcja była finansowana w ubiegłym roku. Do tego mamy wyższe stopy procentowe i osłabienie złotego, co powoduje wzrost kosztów obsługi zobowiązań - mówi. I dodaje, że w ciągu roku tempo wzrostu konsumpcji może się utrzymać w przedziale 2 – 2,5 proc. Ale nie więcej.

Inny negatywny symptom to wyraźne wyhamowanie tempa inwestycji. W I kwartale wzrosły one o 6,7 proc., wobec 9,7 proc. pod koniec 2011 roku. To wystarczyło, by wkład inwestycji do wzrostu też zmalał do 0,8 pkt proc. z 2,8 pkt. Według Ernesta Pytlarczyka, ekonomisty BRE Banku, przedsiębiorcy ograniczyli wydatki na nowe maszyny i urządzenia, co w prosty sposób wskazuje na ich obawę o to, czy uda się znaleźć chętnych na wyprodukowany towar. Jeśli połączyć to ze wzrostem stanu zapasów, może to być zapowiedzią hamowania produkcji w kolejnych miesiącach. To się już zresztą dzieje, w kwietniu produkcja wzrosła o 2,9 proc. Jeszcze na początku roku było to 9 proc.

To nie najlepsza zapowiedź tego, co się będzie działo w polskiej gospodarce w następnych kwartałach. Ekonomiści BRE Banku spodziewają się, że w całym roku PKB wzrośnie o 2,8 proc. Grzegorz Maliszewski nie jest dużo większym optymistą – jego zdaniem w całym roku możemy liczyć na wzrost gospodarczy rzędu 2,9 proc. Podobnie sądzą analitycy BZ WBK, ich zdaniem gospodarka zwolni do 2,7 proc. Według wszystkich prognoz hamowanie będzie szczególnie wyraźne w drugiej połowie roku – już po turnieju Euro 2012, który może na krótko pobudzić popyt konsumpcyjny.

W tym roku PKB wzrośnie góra o 2,9 proc., twierdzą ekonomiści