Komisarz ds. budżetu mówił dziennikarzom w piątek, że przeciągający się kryzys oraz "prawdopodobny brak przełomowego porozumienia w niedzielę", to jest ciągłe prowokowanie niebezpieczeństw w strefie euro, które się odciskają na klimacie rozmów o budżecie UE" na lata 2014-20.

"Strategia kupowania czasu dla Grecji ma swoje granice. Jeżeli zostaną one przekroczone, rozchwianie rynków finansowych może bardzo poważnie zaciążyć nad debatą budżetową, wrażliwą dla głównego beneficjenta, czyli dla Polski" - dodał. - Należy życzyć liderom europejskim, żeby się w końcu dogadali, bo jest coś takiego jak porozumienie Berlin-Paryż a sprawa Polska".

Komisarz ds. budżetu ma nadzieję, że jeśli nie w niedzielę, to przynajmniej w środę, na kolejnym szczycie strefy euro, zapadną kompleksowe decyzje, by ustabilizować rynki finansowe. "Tylko jeżeli decyzja zapadanie dopiero w środę, to znowu będzie to ogromna strata z punktu widzenia wyceny obligacji w innych krajach" - przyznaje.

Paryż i Berlin uprzedziły już w czwartek: z decyzją w sprawie wzmocnienia Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej (o obecnej zdolności pożyczania do 440 mld euro), głównego instrumentu, jakim dysponuje euroland - tak, by powstrzymać rozlewający się z Grecji na Włochy czy Hiszpanię, trzeba czekać do środy, kiedy ma odbyć się kolejny szczyt strefy euro. Do tego czasu Paryż i Berlin muszą uzgodnić wspólne stanowisko, ale także kanclerz Niemiec Angela Merkel musi przekonać doń swój parlament.

Ponadto muszą zdecydować co dalej z bankrutującą Grecją i jej długiem. Dyskusje dotyczą tego, jak duże mają być straty dla inwestorów posiadających greckie obligacje. Niemcy uważają, że ten tzw. haircut (straty dla inwestorów) powinien wynieść nawet 50 proc. To stanowisko znalazło się też w ujawnionym późno w piątek raporcie tzw. trojki, czyli Europejskiego Banku Centralnego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Komisji Europejskiej. Raport stwierdza, że banki, które posiadają greckie papiery muszą zaakceptować stratę 50 proc., tak by doprowadzić do zmniejszenia długu publicznego Grecji do 120 proc. PKB do końca 2020 r. (wobec obecnych 162 proc. - PAP). Straty dotyczyłyby w znacznym stopniu Francji, bo to jej banki są znacznymi wierzycielami długu greckiego.

"Sedno sporu (francusko-niemieckiego) jest dosyć dobrze znane: tzn. francuska obawa o wyeksponowanie banków francuskich na ryzyko źle ulokowanych pieniędzy w długi krajów zagrożonych i próba wprzęgnięcia europejskiego tymczasowego mechanizmu EFSF w zaciąganie pożyczek i rekapitalizację banków", czemu z kolei sprzeciwiają się Niemcy - wyjaśnia Lewandowski.


Niemcy nie chcą - tłumaczy dalej komisarz - "wciągnięcia Europejskiego Banku Centralnego za pośrednictwem EFSF w finansowanie zadłużenia krajów strefy euro", w obawie, że stałby się tzw. złym bankiem. Nie chcą też bezpośredniego udziału EFSF w rekapitalizacji banków. Stanowisko KE - dodaje Lewandowski - jest zgodne w tej sprawie z pozycją EBC i Niemiec.

Lewandowski "nie dramatyzuje" co do obaw, że w związku z zacieśnianiem zarządzania gospodarczego eurolandu - co też jest tematem niedzielnego szczytu - podział UE na strefę euro i pozostałych członków przybierze postać nowej instytucji przy eurolandzie.

"Nie ma pokusy, żeby budować, co w pewnym momencie nam groziło, odrębnej administracji dla strefy euro z uwagi chociażby na względy finansowe. Wszystkie wzmocnienia dotyczące strefy euro bazują na sekretariacie w Radzie czy na zdolnościach KE, a nie na budowie nowych ciał" - powiedział.

Poza tym - zdaniem Lewandowskiego - "zdrowsza część Europy jest dziś poza strefą euro, natomiast strefa euro jest w tej chwili - co zademonstrowało np. życie polityczne Słowacji - zbiorem rozmaitych, trudnych do przezwyciężenia kłopotów". Unijny komisarz ds. budżetu przewiduje, że strefie euro trudno będzie się zacieśniać, by uporządkować finanse, wzmocnić dyscyplinę budżetową, wydajność pracy, czy konkrecyjność "z uwagi na rozejście się produktywności kultur gospodarczych" w strefie euro.

Lewandowski wskazuje ponadto, że kraje, które mają niezłe prognozy gospodarcze, znajdują się w tej chwili poza strefą euro. "Dlatego ten rozdział Europy wygląda trochę mniej dramatycznie" - mówi.