Coraz więcej miast i gmin oferuje mieszkańcom socjalny internet. To bezpłatna, choć słaba technicznie sieć. Operatorzy telekomunikacyjni oskarżają władze samorządowe o nieuczciwą konkurencję. Ostrzegają, że wstrzymają inwestycji w infrastrukturę i mobilny internet tam, gdzie będzie dostępna darmowa sieć.

W podkarpackim Krośnie mieszka 47 tysięcy osób. Jeszcze pięć lat temu dostęp do internetu miało nieco ponad 30 proc z nich. W 2006 r. władze miasta rozpoczęły budowę regionalnej sieci szerokopasmowej. Utworzono sieć o promieniu 20 km, światłowodowy szkielet o długości 1,2 km i infrastrukturę pozwalającą na dostęp do szerokopasmowego internetu dla 32 instytucji publicznych, 14 platform serwerowych oraz sieć bezpłatnych hotspotów i infomatów. Dziś zarowno płatną, jak i bezpłatną siecią pokryte jest już niemal całe miasto, ale Krosno uznało, że to za mało. Do Urzędu Komunikacji Elektronicznej złożyło wniosek o zgodę na rozbudowę internetu socjalnego, czyli skierowanego do najuboższych mieszkańców, którzy są zagrożeni wykluczeniem cyfrowym.

Podobne wnioski do UKE złożyły gminy Łowicz i Cmolas. Urząd się zgodził. Ale bezpłatny internet nie spodobał się Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji zrzeszającej największych operatorów telekomunikacyjnych. – Oczywiście dostęp do internetu jest dziś usługą niezbędną. Ale nie może być tak, że za publiczne pieniądze oferuje się go na takich warunkach, że staje się to nieuczciwą konkurencją wobec operatorów – mówi „DGP” Jerzy Sadowski, wiceprezes PIIT. Wskazuje, że firmy ponoszą ogromne koszty inwestycji, a tam gdzie działać będzie bezpłatna sieć, nie będą wchodzić. To może doprowadzić do faktycznego wykluczenia z usług internetowych mieszkańców tych gmin.

Izba uznaje ponadto, że UKE przyznaje zgody lekką ręką, i wystosowała do niego oficjalne pismo, w którym postuluje zaostrzenie zasad. Według PIIT z takim bezpłatnym hotspotem użytkownik powinien mieć możliwość połączyć się tylko raz dziennie na maksymalnie 60 minut. Miesięczny limit transferu danych nie powinien przekraczać 500 MB, a po jego przekroczeniu internauta powinien płacić.

Eksperci rynku telekomunikacyjnego przyznają, że bezpłatne hotspoty stają się problemem zarówno rynkowym, jak i prawnym. – Internet traktowany jest dziś jak prąd czy woda. W podstawowym zakresie powinien przysługiwać wszystkim – przyznaje Tomasz Kulisiewicz, analityk rynku telekomunikacyjnego z firmy Audytel. – Jednak równie wiążące jest prawo do uczciwej konkurencji.

Może się okazać, że zamiast pomóc w walce z cyfrowym wykluczeniem, hotspoty zaszkodzą wszystkim będącym już w sieci i firmom, które z niej żyją.