Polska energetyka w objęciach obcego rządu. Czy to możliwe? Owszem. I, co ciekawe, nie byłby to rząd niemiecki czy rosyjski, którym w Polsce straszy się dzieci, lecz... francuski.

Brzmi to jak science fiction, ale przyjrzyjmy się nie tak niemożliwemu przebiegowi wypadków. Dwie duże grupy energetyczne pozostające pod kontrolą rządu francuskiego, EDF i GDF, wystartowały w wyścigu prywatyzacyjnym po poznańską Eneę. Dalej – PGE, nasz potentat energetyczny, będzie budował siłownię nuklearną. Faworytem do współpracy z PGE są Francuzi. Nawet gdyby w ewentualnej spółce joint venture mieli mniejszość, to spójrzmy – jakie Polska ma doświadczenie w budowie i zarządzaniu elektrowniami atomowymi? Jakie kadry? Kto więc będzie rozdawał karty w tym interesie? Może to nie być PGE.

Dodajmy jeszcze to, co Francuzi w Polsce mają, chociażby elektrownię Połaniec. I robi się z tego, wliczając siłownię nuklearną, już prawie 40 proc. rynku wytwarzania energii w Polsce. A wystarczy samo przejęcie Enei, żeby rząd francuski kontrolował dystrybucję prądu na jednej piątej obszaru naszego kraju.


Do ziszczenia się takiego scenariusza droga jest daleka, ale nie jest on niemożliwy. To świetnie, że rząd mocno rozkręca prywatyzację. To oczywiste, że za perły polskiej gospodarki Ministerstwo Skarbu będzie chciało wyznaczyć jak najwyższą cenę. Tylko czy na tym należy poprzestać? Właśnie toczą się dwie duże dyskusje dotyczące prywatyzacji. Pierwsza – czy państwowe firmy powinny kupować państwowe spółki, na przykład PGE gdańską Energę? Jak widać z opowieści o graczach francuskich, wcale nie muszą to być państwowe spółki polskie. I druga obawa – czy rząd nie dopuści do nadmiernej koncentracji w energetyce. Tu znów przywoływane są PGE i Energa, chociaż przykład francuski, o ile się ziści, byłby jeszcze groźniejszy.

Ścigając się o miliardy z prywatyzacji, nie można o tym zapomnieć. Tak, cena jest istotna, ale równie istotny jest kształt polskiego rynku energii w przyszłości. Potrzebuje on gigantycznych inwestycji, a w tym wspomniani Francuzi wypadają słabo, jeśli przyjrzeć się temu, co już w Polsce kupili. Rynek energii potrzebuje też konkurencji, a z tym znowu może nie być najlepiej.

Przypomina mi się pewna anegdota z Antonim Słonimskim. Podczas antysemickiej i antyizraelskiej kampanii w 1968 roku powiedział on: – Rozumiem, że każdy Polak powinien bronić swojej ojczyzny. Tylko dlaczego jest nią Egipt?

W przypadku polskiej energetyki może się zdarzyć podobnie. Istnieją argumenty przemawiające za tym, by państwo miało w niej swoje udziały. Tylko dlaczego jest to państwo francuskie?