Wojna o wino na dobre rozpętała się w Unii. Każde z państw chciałoby, by inni kupowali trunki właśnie od niego. A wszystko dlatego, że nowe kraje członkowskie, takie jak Bułgaria, wina mają równie pyszne, a za to tańsze niż np. Francja, Hiszpania czy Włochy i odbierają konkurencji klientów, zmniejszając jej zyski.

Kraje starej Unii uknuły więc szatański spisek. Wymyśliły sobie, że należy zakazać dosypywania cukru do wina. W ich produkcji wiele to nie zmieni, bo we Włoszech, Hiszpanii czy Francji produkuje się wina głównie wytrawne, a tych się nie dosładza.

Gdyby zakaz wprowadzono, poważny kłopot mieliby Bułgarzy i Rumuni. Oni gustują w winach półwytrawnych, lżejszych w smaku. Ich produkcja wymaga więcej cukru, a w owocach jest go za mało. Gdyby zabroniono dosładzania, nowi członkowie Unii nie mogliby już podbijać świata wspaniałymi owocowymi winami, chętnie popijanych do deserów czy dla ochłody w upalne dni.

Nic dziwnego, że Bułgaria zaczęła głośno przeciwko takim pomysłom protestować. Szef stowarzyszenia winiarzy tego państwa, Nikoła Nikołow, domaga się, by rynek win był uwolniony. Chce, by każdy kraj produkował wina, jak najlepiej umie, i sam troszczył się o to, co zrobić, by ludzie je kupowali. Według niego, nie trzeba żadnych odgórnych zakazów czy nakazów. Uważa, że UE powinna pozwolić ludziom samym zdecydować, co smakuje im najlepiej.