Dostało się Niemcom za gnębienie zatrudnionych u nich obcokrajowców. Komisja Europejska skarciła ich i jeszcze zamierza złożyć do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości skargę. Źle traktowani są pracownicy z innych krajów Unii, zwłaszcza Europy Środkowej i Wschodniej. Obchodzą się z nimi jak z bandą naciągaczy czy złodziei i nieustannie kontrolują.

Niemcy niechętnie przyjmują obcych do pracy. Nowo przyjętym do UE państwom, w tym Polsce, rynku otworzyć nie chcą. Nie oznacza to jednak, że tam nie pracujemy. Można legalnie się w tym kraju zatrudnić, choć trzeba przejść długą ścieżkę biurokracji. Pomyślnie przebrnęło przez nią ok. 250 tys. Polaków, którzy pracują tam jako rehabilitanci, cukiernicy, piekarze, pielęgniarki czy budowlańcy.

Problem w tym, że niemieccy urzędnicy na każdym kroku traktują nas prawie jak przestępców. Komisja Europejska zarzuca Niemcom, że bezprawnie uprzykrzają pobyt, żądając np. tłumaczenia wszystkich dokumentów na język niemiecki. Pracujący tam obcokrajowiec powinien też na stałe nosić przy sobie pozwolenie na pracę, na wypadek kontroli, na którą narażony jest przez całą dobę.

Tymczasem sankcji takich nie stosują wobec przybyszów z Europy Zachodniej, którym honorują dokumenty bez tłumaczenia, pozwolenie na pracę sprawdzają zwykle tylko raz, tuż po przyjeździe, i nie nękają kontrolami co chwila. Sprawę zbada Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który może zakazać Niemcom takich krzywdzących praktyk. A jeśli się do tego nie dostosują, zapłacą gigantyczne kary.