Rosjanie słyną z tego, że wymyślają coraz głupsze powody, dla których nie należy znosić embarga nałożonego półtora roku temu na nasze mięso, warzywa i owoce. Teraz zarzucają nam, że cichaczem sprzedajemy im nasze jabłka. A dzieje się to tak: owoce kupują od nas inne kraje Unii, a potem przewożą do Rosji. A to poważne przestępstwo, bo - jak twierdzą ich służby weterynaryjne i fitosanitarne - nasze produkty mogą zagrażać zdrowiu, a nawet życiu ludzi.

Jaki jest na to dowód? Rosjanie ujawniają tylko, że w ostatnich miesiącach ich służby zapobiegły wwiezieniu do 19 ton polskich jabłek skażonych pestycydami, czyli środkami ochrony roślin. Szczegółów, jak zwykle, nie podał żadnych. Może boi się, że udowodnimy, jak w przypadku mięsa, że te zarzuty są bezpodstawne.

Jedno jest pewne - nie ma co liczyć na to, że Rosjanie nagle zniosą nam embargo na żywność. Przeciwnie - będziemy raczej musieli pogodzić się z tym, że jeszcze co najmniej przez długie miesiące nie będziemy mogli eksportować na Wschód wielu towarów.