Trzebinia to pierwsza biopaliwowa ofiara wicepremier i szefowej resortu finansów Zyty Gilowskiej. Minister pod naciskiem Unii Europejskiej o połowę zmniejszyła na koniec ubiegłego roku ulgi w akcyzie od biopaliw. W rezultacie ich produkcja przestała być opłacalna.

Rafineria Trzebinia produkowała biodiesel od 2005 r. Definitywne wycofanie się z interesu będzie najprawdopodobniej oznaczać bankructwo spółki, dla której biopaliwa były jedynym źródłem dochodów. Dwa banki - do tej pory pożyczające Trzebini - już zaczynają wypowiadać umowy kredytowe, żądając natychmiastowego zwrotu 80 mln zł. Spółka nie ma tych pieniędzy, gdyż wcześniej zainwestowała 160 mln zł w budowę nowoczesnej instalacji produkcyjnej. Teraz może stać się ona wyjątkowo kosztownym, bezużytecznym złomem.

Kierownictwo rafinerii nie chce komentować dramatycznej sytuacji firmy. "Decyzję podejmie zaplanowane na wtorek walne zgromadzenie" - powiedziała wczoraj DZIENNIKOWI Grażyna Kuś, prezes Trzebini. Dowiedzieliśmy się jednak nieoficjalnie, że jest ona przesądzona. W tej sytuacji z pracą może pożegnać się blisko półtora tysiąca osób zatrudnionych w rafinerii lub w powiązanych z nią spółkach. Kolejne 13 tys. - rolników, pracowników tłoczni i firm transportowych - oberwie po kieszeni, bo Trzebinia wkrótce zerwie kontrakty na dostawę surowca.