Analitycy rynku są zgodni: już wkrótce będziemy mieć do czynienia z prawdziwym wysypem e-spożywczaków. Twierdzą oni, że w ciągu kilku lat zaczniemy kupować w internecie bułki i masło równie często, jak czynią to mieszkańcy Europy Zachodniej, gdzie obecnie 5 proc. zakupów pierwszej potrzeby dokonywanych jest w internecie.

"Spożywczy e-handel w Polsce zdecydowanie przyspiesza" - uważa Witold Ferenc, prezes sklepu internetowego Frisco.pl, który ruszył dwa miesiące temu. "Wierzymy, że jest to ostatni moment na debiut, bo wielcy gracze na razie obserwują rynek i nie stwarzają konkurencji" - dodaje w rozmowie z DZIENNIKIEM.

Serwis, w który prawie 1,5 mln zł zainwestował Sobiesław Zasada, były kierowca rajdowy i właściciel grupy Zasada, działa na razie tylko w Warszawie i okolicach. Frisco.pl nie jest związane z żadną siecią handlową, a oferowane produkty odbiera prosto od producentów, dzięki czemu może zagwarantować świeże mięso, warzywa czy pieczywo. Podobnie działa Deliwer.pl, sklep obsługujący klientów z Katowic. "Chcemy stać się internetowym centrum towarów i usług dla całej aglomeracji. To wielki lokalny rynek, mieszka tu 2,5 mln ludzi" - mówi Dariusz Wala, założyciel sklepu.

Nowym przedsięwzięciom nie przeszkadzają na razie wielkie sieci handlowe. Odważnym pionierem jest francuski E. Leclerc, który działa w całej Polsce i teoretycznie może wysłać towar kurierem w dowolne miejsce. Jak nieoficjalnie dowiedział się DZIENNIK poważne plany uruchomienia serwisu o zasięgu ogólnopolskim ma niemiecki Real. "Firma złożyła zamówienie na budowę e-sklepu, który miał ruszyć już na jesieni ubiegłego roku" - mówi informator DZIENNIKA. Ta wirtualna inwestycja została jednak odłożona po tym, jak w lipcu Real przejął supermarkety Geant i całą uwagę skierował na rebranding sklepów tej sieci.

Zanim do gry wejdą potentaci, prawdziwą internetową ofensywę przypuściły niewielkie rodzinne spożywczaki. W Łodzi działa Espozywczy.pl, klienci z Białegostoku kupują w Smaczek.net, a Kraków ma Ziko.pl. W najbliższym czasie nikt im nie zagrozi, gdyż nawet duże przedsięwzięcia skupiają się na bardzo ograniczonym terenie, jak supermarkety Piotr i Paweł, które oferują dostawy internetowych zamówień w centralnej i północno-zachodniej Polsce, gdzie mają swoje sklepy.

"Nie chcemy od razu poczynić ogromnych inwestycji, bo sukces w tej branży buduje się przez lata. Będziemy więc stopniowo poszerzać działalność, rozbudowywać flotę i asortyment – zapowiada Witold Ferenc. Firma nie chce powtórzyć porażki amerykańskiego serwisu Webvan.com, który na początku działalności zainwestował ogromne magazyny, kupił mnóstwo samochodów, po czym nie był w stanie utrzymać swojego zaplecza logistycznego - donosi DZIENNIK.

Otwarcie sklepu internetowego nie ma bowiem nic wspólnego z otwarciem supermarketu, który tłumy szturmują już pierwszego dnia w poszukiwaniu okazji. Kupując wędlinę czy herbatę w internecie, nie można liczyć na wyjątkowo niskie ceny, bo płacimy za produkt i jego dostarczenie.

"Domeną spożywczego e-handlu jest raczej oszczędność czasu, wygoda i asortyment - wyjaśnia dla DZIENNIKA Witold Ferenc z Frisco.pl. Walorem kupowania w internecie jest według niego fakt, że nie jesteśmy wyeksponowani na promocje, które oferują supermarkety. Z elektronicznych półek bierzemy więc tylko to, czego naprawdę potrzebujemy.

Do inwestowania w internetowy handel zachęcają opublikowane ostatnio badania firmy Gemius, z których wynika, że w 2006 r. 55 proc. polskich internautów korzystało z usług e-sklepu. Analitycy są pewni, że za sprzętem elektronicznym, książkami i błyskawicznym rozwojem bankowości internetowej w najbliższych latach pójdą spożywczaki.