Rosjanie od początku przeciwni byli temu, by PKN Orlen przejmował litewską rafinerię Możejki. Ale odkąd batalię o nią przegrali, imają się wszelkich sposobów, żeby utrudnić nam życie. Właśnie pod znakiem zapytania postawili dostawy ropy do Możejek.

Od sierpnia rosyjska ropa dostarczana jest na Litwę drogą morską. Bo Transnieft, odpowiedzialny za jej transport lądem, zakręcił kurek. Powód: wyciek. Tyle że minęło pół roku, a ropa wciąż nie płynie. Ba, nadal nie naprawiono awarii.

Dzisiaj szef rosyjskiego Transnieftu Siemion Wajnsztok oświadczył, że wcale nie jest pewne, czy rurociąg ponownie zostanie uruchomiony. Okazuje się bowiem, że zamiast go naprawiać, firma cały czas liczy, czy jest to w ogóle dla niej opłacalne. Kiedy wznowi dostawy? Najwcześniej w kwietniu, o ile oczywiście uzna, że nadal jest nimi zainteresowana.

Tak naprawdę chodzi o to, by utrudnić nam życie. Bo transport ropy statkami trwa o wiele dłużej i więcej kosztuje. Jest więc oczywiste, że korzystającym z niego o wiele mniej się opłaca i mają przez to mniejsze zyski. Zakręcając kurek, Rosja pokazuje swą przewagę, bo nic więcej nam zrobić już nie może.