Prawda jest taka, że Ukraińcy boją się konkurencji i stąd cały ten zamęt. W marcu ogłosili, że nie możemy wwozić do ich kraju naszego mięsa, bo rzekomo nie jest u nas dobrze badane. W maju mieli znieść embargo, ale się rozmyślili. Za karę, bo rzekomo przemycaliśmy do nich niezdrowe podroby. Później poinformowali, że chcą skontrolować nasze zakłady mięsne. Mieli znieść zakaz w październiku, jeśli wszystko byłoby w porządku. I cisza.

Aż do dziś. Ukraińcy w końcu postanowili, że wpuszczą do siebie nasze mięso pod koniec listopada. Wtedy skończą kontrolę u polskich producentów mięsa i zdecydują, którzy z nich produkują towary odpowiednie dla ukraińskiego podniebienia, a którzy nie. Szczęśliwcy dostaną zielone światło dla eksportu.