Według jednej z propozycji osoby, które do tej pory mogły przechodzić na wcześniejszą emeryturę, nadal miałyby takie prawo. Musiałyby się jednak liczyć z tym, że do czasu, kiedy osiągną pełny wiek emerytalny, dostawałyby mniej pieniędzy. Z wyliczeń Ministerstwa Pracy wynika, że na dopłaty do wcześniejszych emerytur w ciągu 25 lat trzeba będzie przeznaczyć 60 miliardów, a to dla budżetu oznaczałoby katastrofę. Związkowcy twardo jednak obstają przy utrzymaniu dotychczasowych dopłat i zapowiadają protesty.

Resort pracy proponuje, by wcześniejsze emerytury były wypłacane z Funduszu Emerytur Pomostowych. Pieniądze na fundusz wpłacaliby przedsiębiorcy. Pracodawcy nie chcą się jednak na to zgodzić, bo dla nich to kolejne obciążenia. Ich zdaniem, każdy powinien dostawać tyle, ile wypracował. Jeśli więc ktoś zdecyduje się na wcześniejszą emeryturę, powinien liczyć się z tym, że przez pewien czas będzie dostawał mniej pieniędzy - argumentuje Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.

Na co ostatecznie zdecyduje się rząd? Na razie nie wiadomo. Szczegóły najprawdopodobniej poznamy po wyborach samorządowych. Obecnie prawo do przechodzenia na wcześniejszą emeryturę przy pełnych świadczeniach mają osoby z tzw. listy zawodów uprzywilejowanych (około 100 grup zawodowych). Są to m.in. nauczyciele i górnicy.