Zaczęło się od reklam w prasie. Ryanair porównywał w nich swoje ceny z cenami LOT-u. Zestawiał obok siebie wysokość opłat paliwowych. Według reklamy, LOT inkasuje za przelot do Niemiec 148 zł opłaty paliwowej, a Ryanair w ogóle nie chce za to pieniędzy. Reklamy były podpisane hasłami "rozbój w biały dzień" i "o dwóch takich co ukradli księżyc" (to sugestia do LOT-u i Wizzair, który zdaniem Ryanair też ma za wysokie ceny).

LOT zarzucił liniom Ryanair kłamstwo. W listach, które wysyłał do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wskazywał, że inne opłaty ma niższe niż konkurencja. Ale o tym w reklamach nie ma już słowa. Chce przeprosin. Ryanair złośliwie przeprosił: "przepraszamy, że jesteśmy trzy razy tańsi". Tutaj miarka się przebrała i LOT zapowiedział oddanie sprawy do sądu.

Najgorsze jest to, że w całym tym konflikcie nie liczy się prawda. Bo faktem jest zarówno to, że LOT ma wysokie opłaty paliwowe, jak i to, że Ryanair stosuje nieuczciwe chwyty w swoich reklamach.