Na pewno nie grozi nam scenariusz z końca lat 80., kiedy ceny rosły jak szalone. Tym bardziej że inflacja w Polsce jest jedną z najniższych w Europie. Nie będzie już tak, że za miesięczną pensję po kilku dniach będzie można kupić tylko bochenek chleba. Mamy stabilny wzrost gospodarczy i dobre perspektywy na przyszłość. Ale wzrost inflacji nawet o kilka procent ponad cel inflacyjny (czyli ponad 2,5 proc.), źle wpłynie na gospodarkę.

Balcerowicz twierdzi, że ceny pójdą w górę, bo na rynek trafia coraz więcej pieniędzy. Skąd? Bierzemy coraz więcej kredytów, rosną nasze płace i to - zdaniem szefa NBP - w dłuższej perspektywie zaszkodzi gospodarce. Choć Polacy nie mają nic przeciwko większym zarobkom.

"Nie byłoby problemu, gdyby finanse publiczne były w lepszym stanie" - mówi Balcerowicz.