Ciągłe wzrosty cen to m.in. wynik wejścia Polski do Unii, bo rolnicy wolą trzymać ziemię dla dopłat bezpośrednich. Na dodatek rolnicy, chcąc sprostać wymogom rynku, powiększają swoje gospodarstwa, wykupując grunty od sąsiadów. To skutecznie winduje ceny.

Ale stawki podbijają również mieszkańcy miast, którzy nie tylko chcą uciec od zgiełku miasta i wypocząć na łonie natury, ale ziemską inwestycję traktują jako świetną lokatę kapitału. Na szczególnie wysokie zyski z inwestycji w ziemię rolną liczą właściciele gruntów, które za jakiś czas zostaną odrolnione i przeznaczone np. pod budowę autostrad, fabryk czy magazynów.

Gdyby nie to, że państwo nadzoruje sprzedaż ziemi cudzoziemcom, ceny rosłyby jeszcze szybciej. Tereny w Polsce są atrakcyjne, bo nadal ziemia jest tańsza niż w innych państwach Unii. W Irlandii i w Niemczech hektar kosztuje średnio około 65 tys. zł, w Anglii – 45 tys. zł, a w Hiszpanii – 35 tys. zł. U nas średnia cena to około 9 tys. zł za hektar.

Za 10 lat obcokrajowcy nie będą mieli u nas już żadnych ograniczeń.