Wczoraj w Sejmie Jacek Kapica, wiceminister finansów, powiedział, że wciąż trwają prace nad założeniami do ustawy o podatku. – Nie ma jednak na razie decyzji o zastąpieniu nim akcyzy – zastrzegł Kapica.

Tymczasem branża motoryzacyjna liczy na to, że resort finansów nie zaprzestanie prac nad podatkiem. Jakub Faryś, szef Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, spodziewa się rozstrzygnięcia w tej sprawie w ciągu miesiąca, bo tyle według niego potrwają dokładne wyliczenia ostatecznych stawek podatkowych. – Obliczenie ostatecznej formuły naliczania podatku jest mocno skomplikowane technicznie – mówi Faryś.

>>>Skoda wyprzedziła Fiata

Niektórzy eksperci uważają jednak, że rząd wstrzymuje pracę nad podatkiem ekologicznym z powodu czerwcowych wyborów do europarlamentu. Według wstępnych szacunków podatek, który ma zastąpić obecną akcyzę, kosztowałby właścicieli starszych aut fortunę. Nic dziwnego, że wielu kierowcom ten pomysł się nie podoba. Czy oznacza to ryzyko utraty głosów kierowców w czerwcowych wyborach? Faryś uważa, że takie spekulacje są mocno przesadzone. – Podatek jest dobrym rozwiązaniem. Wprowadziło go już 16 krajów europejskich; skorzystają na nim wszyscy, bo jego celem jest przede wszystkim odmłodzenie parku samochodowego – mówi Faryś.

Jacek Kapica powiedział wczoraj, że w ramach międzyresortowego zespołu ds. wzrostu konkurencyjności przemysłu motoryzacyjnego wciąż toczą się prace nie tylko nad podatkiem ekologicznym, ale także wprowadzeniem proekologicznego pakietu regulacji. Miałby on wspierać popyt na nowsze samochody i ograniczać import do Polski starych samochodów wycofanych z eksploatacji w innych krajach. Chodzi o bonifikaty, jakie wypłacane mają być właścicielom starych samochodów, którzy zdecydują się kupić nowe auto. – Podatkowi ekologicznemu musi towarzyszyć jakaś formuła wsparcia, np. w formie bonusu za złomowanie starych aut czy ulgi dla obecnych posiadaczy – mówi Faryś. W Niemczech otrzymują oni od 1 – 2,5 tys. euro.

>>>Łatwiej sprowadzisz auto z zagranicy