Z naszych informacji wynika, że Rostowski na rządzie mówił o gorącej linii utrzymywanej między Ministerstwem Finansów, NBP i Komisją Nadzoru Finansowego. O tym, że na tę chwilę nie ma jeszcze powodów do niepokojów. Ale, że istnieje pewne ryzyko. Bo nie można powiedzieć, że kryzys, który z USA trafił już do Europy, nie będzie miał wpływu na naszą gospodarkę, skoro ponad 70 proc. aktywów sektora bankowego jest pod kontrolą banków zagranicznych.

Zdaniem Rostowskiego - jak relacjonuje nam jeden z ministrów - przykładem na to, że światowy kryzys nie musi dosięgnąć Polski, jest sytuacja Fortis Banku. W poniedziałek został on znacjonalizowany przez belgijski rząd. Jednak polscy klienci filii Fortisu nie odczuli żadnego zagrożenia dla swoich pieniędzy. "Sądzę, że sytuacja będzie wyglądała podobnie w przypadku innych zagranicznych banków, które mają filie w Polsce" - miał przekonywać ministrów Rostowski.

Rostowski przyznał też, że kryzys na światowych rynkach to potencjalne zagrożenie dla założeń przyszłorocznego budżetu. Ale zapewnił, że spowolnienie wzrostu gospodarczego brał już pod uwagę przy konstrukcji budżetu, więc dzisiaj nie widzi konieczności korekty.

Jeszcze przed posiedzeniem rządu doszło do rozmowy między szefem finansów a wicepremierem, o tym nie jak, ale czy w ogóle reagować na sytuację na rynkach finansowych. Argumenty Pawlaka miały być takie: nie ma po co straszyć Polaków. Jak będzie sygnał, że zostało to omówione na rządzie, to dziennikarze to podchwycą i zrobią sensację. Jego głos był wyjątkowo ważny, bo z uwagi na urlop Donalda Tuska to on przewodził wczoraj obradom Rady Ministrów.

Innego zdania był Rostowski. Jego argumentacja była taka: ludzie czytają o kryzysie na pierwszych stronach gazet, więc jak nie będzie stonowanej i uspokajającej reakcji rządu, to dopiero wtedy się przestraszą. Mówił, że od rana do resortu wydzwaniali dziennikarze z prośbą o reakcję na wydarzenia z poniedziałkowej nocy - upadku tzw. planu Paulsona i spadkach na Wall Street. I przekonywał, że na konferencji dziennikarze i tak będą o to pytać. "A my co im powiemy? Że to tak nieważne, że rząd nie poświęcił temu zagadnieniu nawet minuty?" - miał mówić Rostowski.

Stronę ministra finansów wzięli współpracownicy nieobecnego premiera. W końcu Pawlak dał się przekonać. Ustalił z Rostowskim, że minister finansów zabierze głos w punkcie "sprawy różne". Obaj panowie porozumieli się też, że razem pojawią się na konferencji prasowej po rządzie i będą chwalić stan polskiej gospodarki. "Wiadomo, że w takiej sytuacji jedno nieostrożne słowo może spowodować reakcję złotego i giełdy" - mówi nasz rozmówca z Ministerstwa Finansów.

Na spotkaniu z dziennikarzami Pawlak początkowo zapowiedział, że minister finansów będzie prezentował jedynie przyjęty na rządzie projekt ustawy o podatku akcyzowym. Dopiero potem dodał, że przedstawi też krótką informację o sytuacji na rynkach finansowych. "Dzięki temu, że nasza gospodarka ma mocne podstawy, nic nam nie grozi, ale trzeba jasnego, klarownego przedstawienia sytuacji" - stwierdził. Pytany czy diagnozę usłyszeli też ministrowie, potwierdził. "Informacja była bardzo obszerna i prosiłbym o przekazanie tego opinii publicznej" - mówił.

Rostowski wszedł w tę samą logikę, co Pawlak. Chwalił mocne podstawy polskiego wzrostu gospodarczego. "We środę odbędzie się, planowane wcześniej, spotkanie Komitetu Stabilizacji Finansowej i będziemy rozmawiać o tej sytuacji" - dodał minister finansów. Jego wypowiedź spuentował Pawlak: "Wszyscy ministrowie wiedzą, że jest dobrze i będzie jeszcze lepiej".