Tego jeszcze nie było. Zasobna w węgiel Polska nie umie go wydobyć. Elektrownie i elektrociepłownie skarżą się na spóźnione dostawy surowca, a w kopalniach wybuchają kłótnie, kto za to odpowiada. Górnicy chcą większych pensji, a zarządy tną koszty. Efekt jest taki, że praca nie idzie pełną parą i nie ma pieniędzy na inwestycje w nowe odkrywki.

"Rzeczpospolita" pisze, że przez ten bałagan drastycznie wzrosną ceny surowca i prądu. Kopalnie zażądają od odbiorców nawet o 40 procent więcej. Elektrownie na to przystaną, bo nie będą miały wyjścia. Biorąc pod uwagę fakt, że koszt paliwa w produkcji prądu to aż 50 procent, podwyżki będą faktycznie horrendalne. "Rzeczpospolita" wylicza, że sięgną 10 procent.

Możliwy jest też nawet jeszcze gorszy scenariusz. Podwyżki mogą być wyższe, bo kopalnie i elektrownie wliczą w swe faktury dodatkowe koszty, z którymi będą musiały się borykać. Chodzi np. o kary finansowe za niedostateczne zapasy w składach.

Według prawa, elektrownie powinny mieć oszczędności w węglu starczające na około 30 dni. "Sytuacja jest niepokojąca, w niektórych elektrowniach węgla wystarcza na mniej niż 20 dni" - ujawnia prezes PSE Operator Stefan Kasprzyk.

Ponadto trzeba pamiętać o dodatkowych kosztach związanych z normami ekologicznymi. Unia chce, by zakłady wpuszczające do atmosfery szkodliwy dwutlenek węgla (CO2), płaciły pełne stawki za jego emisję. Do tej pory tak nie było.