WWF szacuje, że każdego roku trafia do Polski co najmniej 200 tys. metrów sześciennych drewna, które głównie zostało nielegalnie pozyskane w lasach Rosji. W sumie 27 państw Unii Europejskiej importuje z nielegalnych źródeł rocznie aż 20 mln metrów sześciennych drewna, które na czarnym rynku warte jest aż 3 mld euro. Przodują w tym Wielka Brytania, Finlandia i Szwecja.

Skąd pochodzi drewno? Od lat nic się nie zmienia, bo moda na meble czy parkiety z egzotycznych drzew nie mija - to deszczowa Puszcza Amazońska w Ameryce Południowej, równikowa dżungla Afryki, lasy Indonezji i Rosji. Z tej ostatniej sprowadza się najczęściej drewno pospolitych gatunków drzew, bo jest ono tańsze od rodzimego.

Choć Unia Europejska stara się być ekologicznym liderem świata, winę za tę sytuację ponosi jej źle skonstruowane prawo. Opiera się ono na dobrowolnych umowach z krajami produkującymi drewno, w ramach których ustalane są pozwolenia na wycinkę i zasady certyfikowania legalnych produktów. Efekt? Sprawdzenie, czy dany transport drewna pochodzi z dozwolonych źródeł, graniczy z cudem. "W przemysł drzewny zaangażowanych są miliony producentów, spółek i pośredników. Niezwykle trudno jest dotrzeć do źródła surowca i stwierdzić, czy drzewa zostały ścięte zgodnie z prawem" - mówi DZIENNIKOWI Robert Knysak, dyrektor FSC Polska, czyli krajowego przedstawiciela międzynarodowego systemu certyfikacji produktów gospodarki leśnej. Tylko certyfikat FSC na meblach, papierze, a nawet korkach do wina daje gwarancję, że przy pozyskiwaniu surowca respektowano zasady ochrony środowiska.

"Unia musi podjąć zdecydowanie działania, by ukrócić proceder, który dewastuje najważniejsze lasy naszej planety" - apelował podczas przedstawiania raportu Duncan Pollard z WWF. Jak dowiedział się DZIENNIK, Komisja Europejska już pracuje nad bardziej skutecznymi regulacjami, dzięki którym Wspólnota przestanie być odbiorcą nielegalnie ściętych drzew. "Ostateczne decyzje zapadną 10 września" - dowiedział się DZIENNIK w biurze unijnego komisarza ds. środowiska.