Uczelnie bezprawnie ścigąją opłaty od studentów
Prywatne szkoły wyższe wynajmują firmy windykacyjne do ściągania opłat od studentów. "Gazeta Prawna" pisze, że nie zawsze mają do tego prawo.
- Jak dostać się na studia w Oksfordzie
- Rząd sypnie groszem dla prywatnych uczelni
- Uczelnie oszukują studentów
- Studenci uciekają przed mundurem
- Rektorzy: Miejcie litość dla studentów
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jak twierdzi gazeta, uczelnie, wykorzystując niewiedzę swoich studentów, wymuszają od nich dodatkowe opłaty, których nie przewiduje regulamin studiów.
Studenci muszą płacić m.in. za ponowne wpisanie na listę studentów, warunkowe zaliczenie przedmiotu w następnym semestrze lub nieobronienie się w terminie. Kto nie zapłaci, może trafić na listę windykatora długów. A takie spotkanie nie jest przyjemne.
"Nękali mnie telefonami, nachodzili w domu, twierdzili, że zgodnie z prawem muszę zapłacić" - opowiada Izabela Więcikowska, studentka Wyższej Szkoły Rzemiosł Artystycznych w Warszawie.
Każdego miesiąca do rzecznika praw studenta trafia około 500 skarg na postanowienia uczelni, a co najmniej 100 studentów uważa, że szkoła chce na nich bezprawnie zarobić.
"Gazeta Prawna" radzi, co robić, gdy szkoła nasyła na studenta firmę windykacyjną: przede wszystkim trzeba upewnić się, czy roszczenie szkoły jest zasadne. Jeśli nie, należy złożyć reklamację do firmy windykacyjnej i wyjaśnić, że roszczenie jest bezpodstawne. Gdy uczelnia jednak nie odstąpi od żądania pieniędzy, można skierować sprawę do sądu cywilnego.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!