Doradcy prezydenta elekta Francji Francois Hollande’a i kanclerz Angeli Merkel rozpoczęli konsultacje w sprawie opracowania paktu dla wzrostu. Wstępny projekt dokumentu powinien zostać przyjęty podczas spotkania obu przywódców w Berlinie 16 maja i trafić pod obrady wszystkich przywódców UE w Brukseli 8 dni później. Zakłada on powołanie funduszu wzrostu – nowego instrumentu m.in. do walki z bezrobociem w starej Unii. Francusko-niemiecka propozycja przewiduje, by został on sfinansowany pieniędzmi z polityki regionalnej, której największymi beneficjentami są państwa Europy Środkowej, w tym Polska. Merkel zgodzi się na taki ruch, jeśli Hollande zrezygnuje z renegocjowania paktu fiskalnego.

Myślę, że możemy dojść z Francuzami do porozumienia w sprawie wspierania wzrostu, ale pod warunkiem że to, co było wcześniej ustalone w sprawie dyscypliny budżetowej, nie będzie ruszane – powiedział szef klubu CDU w Bundestagu Peter Altmaier.

Pakt dla wzrostu będzie się składał z kilku elementów.

Najbardziej zaawansowane są rozmowy w sprawie niewykorzystanych funduszy strukturalnych – mówi DGP Jorge Nuniez z brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS).

Z 360 mld euro funduszy strukturalnych z budżetu na lata 2007 – 2013 wciąż pozostało 80 mld euro. Jednak paradoksalnie największe trudności z wykorzystaniem tych środków mają państwa, które ich najbardziej potrzebują do dynamizacji wzrostu: Grecja, Portugalia, Hiszpania. Po prostu nie są w stanie znaleźć środków na współfinansowanie projektów – mówi Nuniez. W ramach paktu dla wzrostu Rada UE mogłaby więc jednogłośnie podjąć decyzję o czasowym wprowadzeniu możliwości finansowania w 100 proc. projektów przez Brukselę.

Innym pomysłem jest ustanowienie obligacji inwestycyjnych (project bonds). To bardzo skuteczny sposób dynamizacji wzrostu, choć z powodów ideowych Niemcy jeszcze ostatecznie go nie zatwierdziły – mówi DGP Zsolt Darvas z brukselskiego Instytutu Bruegla.

Zgodnie z tym pomysłem inwestorzy prywatni wykupywaliby udziały w specjalnych spółkach powołanych do realizacji konkretnych projektów infrastrukturalnych przynoszących dochód (np. płatnych autostrad czy linii energetycznych). Jednak Komisja Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny gwarantowałyby pokrycie ewentualnych strat do 20 proc. wartości projektu (każda z tych instytucji po 10 proc.). Dzięki temu wyłożenie przez Unię 1 mld euro pozwoliłoby na uruchomienie inwestycji wartych 20 mld euro. Zainteresowanie udziałem w takich przedsięwzięciach deklarują m.in. Chiny.

W Brukseli trwają też intensywne rozmowy w sprawie przyspieszenie wejścia w życie dyrektywy, która ma zobowiązać władze publiczne do spłacenia zobowiązań wobec firm prywatnych najpóźniej w ciągu 30 dni. Ten przepis miał obowiązywać od marca 2013 r.

Rządy zalegają firmom z zapłatą ok. 180 mld euro. Przekazanie tych pieniędzy byłoby potężnym zastrzykiem rozwojowym, tym bardziej że już 1/5 przedsiębiorców w Unii nie może uzyskać kredytów bankowych – mówi Nuniez.

By wykonać taki manewr, władze państw UE musiałyby jeszcze bardziej się zadłużyć. Jednak – jak podkreślają Francuzi – pakt fiskalny zakłada, że "jednorazowe" i "nadzwyczajne" transfery nie są wliczane do deficytu budżetowego.

Częścią pakietu wzrostu będzie także zapewne zgoda Brukseli na przesunięcie kalendarza redukcji deficytu przez niektóre państwa. Chodzi w szczególności o Francję, Hiszpanię i Holandię, które miały już w przyszłym roku zmniejszyć dziurę w finansach publicznych poniżej 3 proc. PKB.