Ceny ropy, gazu i paliw rosną. Eksperci: energia może ponownie podbić inflację w Polsce [Rynek Miesiąca]
Który rynek ma obecnie największy wpływ na polską gospodarkę? W najnowszym wydaniu programu „Rynek Miesiąca” prowadzonego przez Szymona Glonka, zmierzyły się cztery obszary: surowce energetyczne, rynek pracy, giełda i obligacje oraz kredyty.
W dyskusji udział wzięli prof. Waldemar Rogowski, dr Tomasz Pawlonka, prezes Cezary Maciołek oraz Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP. Każdy z ekspertów przedstawiał argumenty przemawiające za znaczeniem swojego rynku, a następnie pozostali uczestnicy oceniali jego wpływ na gospodarkę.
Ostatecznie surowce energetyczne otrzymały 25 punktów, giełda i obligacje – 23 punkty, kredyty – 20 punktów, a rynek pracy – 17 punktów.
Ceny ropy i gazu mocno w górę. Surowce największym ryzykiem dla gospodarki
Największe znaczenie eksperci przypisali rynkowi surowców energetycznych. Dr Tomasz Pawlonka zwrócił uwagę przede wszystkim na skalę wzrostu cen ropy, gazu, węgla, oleju opałowego oraz energii elektrycznej.
Według danych przytoczonych w programie ropa Brent przekroczyła 108 dolarów za baryłkę i zbliżyła się do poziomu 110 dolarów. Oznaczało to wzrost o blisko 23 proc. w ciągu miesiąca i około 55 proc. od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Jeszcze większe zmiany nastąpiły na rynku gazu ziemnego. Pawlonka mówił o wzroście przekraczającym 37 proc. w ciągu miesiąca. Drożały również olej opałowy, węgiel oraz pellet.
Problem jest szczególnie istotny przed sezonem grzewczym. Polska wchodzi w niego z bardzo wysokim poziomem napełnienia magazynów gazu, ale – jak zaznaczał ekspert – zgromadzone zapasy odpowiadają jedynie części rocznego zapotrzebowania, dlatego podczas zimy konieczne będzie dalsze uzupełnianie dostaw.
Czy paliwa będą jeszcze droższe?
W rozmowie mocno wybrzmiał również temat cen na stacjach paliw. Zdaniem dr. Tomasza Pawlonki obecny kryzys coraz mniej przypomina wyłącznie kryzys cen samej ropy naftowej. Coraz większego znaczenia nabierają dostępność i ceny produktów rafineryjnych, zwłaszcza diesla i paliwa lotniczego.
Na rynku nakładają się bowiem problemy podażowe oraz logistyczne. Eksperci wskazywali na znaczenie wydarzeń na Bliskim Wschodzie, ograniczenia w transporcie surowców oraz uszkodzenia infrastruktury.
Rynek energii stał się w ten sposób w dużej mierze rynkiem geopolitycznym. Nawet relatywnie wysoki poziom zapasów nie chroni Europy przed skutkami ograniczonej podaży, problemów transportowych i wysokich cen importowanych surowców.
Kamil Sobolewski zwrócił przy tym uwagę na dużą różnicę pomiędzy Europą i Stanami Zjednoczonymi. O ile wzrost cen ropy jest problemem globalnym, o tyle sytuacja na rynku gazu jest znacznie bardziej regionalna. Europa, uzależniona w większym stopniu od zewnętrznych dostaw, odczuwa wzrost cen znacznie mocniej niż Stany Zjednoczone posiadające własne duże zasoby.
Droga energia może podbić inflację w Polsce
Wzrost cen ropy, gazu i energii nie oznacza wyłącznie wyższych rachunków gospodarstw domowych. Droższe surowce zwiększają koszty transportu, produkcji oraz usług, dlatego mogą ponownie zwiększyć presję inflacyjną.
Dr Tomasz Pawlonka zwracał uwagę, że efekt wzrostu cen energii zaczyna być już widoczny w danych o inflacji. Jego zdaniem dalszy wzrost cen surowców może utrudnić szybkie obniżanie stóp procentowych.
To ważne zarówno dla konsumentów, jak i przedsiębiorców. Wyższe stopy oznaczają droższe finansowanie, natomiast wyższe ceny energii bezpośrednio obciążają budżety gospodarstw domowych i marże przedsiębiorstw.
Prezes Cezary Maciołek wskazywał, że firmy wchodzą właśnie w okres przygotowywania budżetów na 2027 rok. Przy tak dużej zmienności na rynku surowców przewidzenie przyszłych kosztów staje się coraz trudniejsze.
Rosnące ceny węgla, gazu, oleju opałowego czy ropy mogą oznaczać znaczącą presję kosztową szczególnie dla przedsiębiorstw produkcyjnych, logistycznych i transportowych.
Rynek pracy: firmom brakuje pracowników
Drugim dużym wyzwaniem pozostaje rynek pracy. Cezary Maciołek z Bisar podkreślał, że z rozmów z przedsiębiorcami wynika, iż część firm nie może zwiększać produkcji lub skali świadczonych usług właśnie z powodu problemów ze znalezieniem pracowników.
Problem dotyczy m.in. produkcji, transportu, centrów logistycznych i branży HoReCa. Jednocześnie przed Polską stoją wielkie inwestycje wymagające dodatkowych kadr – między innymi CPK, elektrownia jądrowa, offshore, rozwój portów oraz inwestycje związane z bezpieczeństwem.
Maciołek wskazywał także na znaczenie wzrostu płacy minimalnej dla całej siatki wynagrodzeń. Nawet jeśli bezpośrednio podwyżka dotyczy najniżej zarabiających, może zwiększać oczekiwania płacowe również pracowników zajmujących stanowiska specjalistyczne i eksperckie.
Kamil Sobolewski zwrócił natomiast uwagę na długoterminowy problem demograficzny. W jego ocenie brak odpowiedniej liczby osób w wieku produkcyjnym może w przyszłości stać się znacznie poważniejszą barierą rozwojową niż krótkookresowe wahania bezrobocia.
Imigracja może być odpowiedzią na niedobór pracowników?
Duża część debaty o rynku pracy dotyczyła polityki migracyjnej. Eksperci różnili się w ocenie kierunków, z których Polska powinna pozyskiwać pracowników, ale wspólnym elementem ich wypowiedzi było przekonanie, że przy kurczącej się krajowej podaży pracy przedsiębiorstwa będą potrzebowały pracowników z zagranicy.
Prezes Cezary Maciołek przekonywał, że potrzebna jest bardziej selektywna polityka pozwalająca pozyskiwać zarówno pracowników do prostszych prac, jak i specjalistów czy menedżerów.
Prof. Waldemar Rogowski zauważył dodatkowo, że imigracja ma znaczenie także dla sektora finansowego. Cudzoziemcy są bowiem nie tylko pracownikami, ale również konsumentami i potencjalnymi kredytobiorcami, dlatego ich obecność może łagodzić skutki kurczenia się krajowej populacji.
Hossa na GPW, ale eksperci patrzą przede wszystkim na obligacje
Choć na polskiej giełdzie trwa hossa, a indeks WIG20 znajduje się na wysokich poziomach, Kamil Sobolewski zwrócił uwagę na inny fragment rynku finansowego – obligacje i gwałtownie rosnące rentowności długu.
Jego zdaniem jest to znacznie ważniejszy sygnał dla przyszłości gospodarki niż same rekordy indeksów giełdowych.
Sobolewski wskazywał, że rentowności długoterminowych obligacji na wielu najważniejszych rynkach są najwyższe od około dwóch dekad. Przyczyną są m.in. coraz większe potrzeby pożyczkowe państw oraz ogromne zapotrzebowanie przedsiębiorstw na kapitał potrzebny do finansowania nowych technologii i inwestycji.
Efekt jest prosty: pieniądz staje się droższy.
Ma to bezpośrednie znaczenie dla Polski. Wyższa rentowność obligacji oznacza wyższy koszt obsługi długu państwa, ale pośrednio wpływa także na oprocentowanie kredytów dla firm i gospodarstw domowych.
Sobolewski przedstawił w programie wyliczenie, zgodnie z którym strukturalna zmiana kosztu pieniądza może oznaczać dla Polski dodatkowe koszty finansowania liczone w dziesiątkach miliardów złotych rocznie.
Prof. Waldemar Rogowski: rynek obligacji wysyła sygnał ostrzegawczy
Prof. Waldemar Rogowski zwrócił uwagę, że rynek długu historycznie był jednym z pierwszych miejsc, w których można było zauważyć narastające problemy gospodarcze.
Rosnące rentowności obligacji określił jako „red flag” – czerwoną flagę, której nie należy lekceważyć.
Wzrost rentowności oznacza jednocześnie spadek rynkowej ceny wcześniej wyemitowanych obligacji. Ma to znaczenie nie tylko dla instytucji finansowych, lecz także dla osób posiadających oszczędności w funduszach inwestujących w obligacje.
Rogowski zwrócił również uwagę na sytuację banków. Duża skala inwestycji sektora bankowego w obligacje skarbowe powoduje, że konkurują one o kapitał z tradycyjną działalnością kredytową.
Im bardziej atrakcyjne stają się obligacje skarbowe, tym większe może być znaczenie pytania, czy kapitał banków będzie trafiał do przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, czy właśnie do finansowania długu państwa.
Kredyty hipoteczne: w 2027 roku możliwa fala refinansowania
Czwartym rynkiem analizowanym przez ekspertów były kredyty. Prof. Waldemar Rogowski zwrócił uwagę przede wszystkim na sytuację kredytobiorców mieszkaniowych.
Popyt na kredyty w ujęciu rocznym pozostaje wysoki, ale w ostatnich danych pojawił się spadek liczby wnioskujących miesiąc do miesiąca. Jednocześnie ponad jedna trzecia popytu na kredyty mieszkaniowe jest – według danych przytoczonych w programie – związana z refinansowaniem istniejącego zadłużenia, a nie zakupem kolejnej nieruchomości.
Szczególnie interesujący może być 2027 rok. Wiele osób, które zaciągnęły kredyty z okresowo stałym oprocentowaniem na pięć lat, będzie wówczas ustalało warunki finansowania na kolejny okres.
Kamil Sobolewski przypomniał, że po pierwszych pięciu latach 25-letniego kredytu do spłaty pozostaje nadal zdecydowana większość zadłużenia. Dlatego poziom oprocentowania zaproponowany kredytobiorcy na kolejny okres może istotnie zmienić wysokość jego miesięcznej raty.
Firmy mogą potrzebować więcej kredytów obrotowych
Sytuacja na rynku kredytowym będzie zależała również od przedsiębiorstw. Jeżeli ożywienie inwestycyjne będzie kontynuowane, może wzrosnąć zapotrzebowanie firm na finansowanie.
Jeszcze większe znaczenie mogą mieć jednak kredyty obrotowe.
Rosnące ceny ropy, gazu, węgla, nawozów i pozostałych komponentów powodują, że przedsiębiorcy potrzebują więcej pieniędzy na zakup tej samej ilości surowców i utrzymywanie zapasów.
W ten sposób rynek surowców zaczyna oddziaływać również na sektor bankowy. Droższa energia zwiększa koszty firm, wyższa inflacja może utrzymywać wysokie stopy procentowe, a jednocześnie przedsiębiorstwa potrzebują większego finansowania.
Surowce wygrały „Rynek Miesiąca”. Wszystkie cztery rynki są jednak ze sobą połączone
W głosowaniu ekspertów rynek pracy zdobył 17 punktów, kredyty 20 punktów, giełda i obligacje 23 punkty, natomiast surowce energetyczne 25 punktów.
To właśnie energia po raz kolejny została uznana za rynek mający największy wpływ na gospodarkę.
Dr Tomasz Pawlonka podkreślił jednak, że z punktu widzenia polskiej gospodarki nie jest to dobra wiadomość. Rosnące znaczenie surowców wynika bowiem przede wszystkim z ich gwałtownie rosnących cen i ryzyka przeniesienia tych kosztów na firmy oraz gospodarstwa domowe.
Najważniejszy wniosek z dyskusji jest jednak szerszy. Surowce, inflacja, stopy procentowe, obligacje, kredyty i rynek pracy nie funkcjonują osobno. Coraz mocniej wzajemnie na siebie oddziałują.
Wyższe ceny energii zwiększają inflację. Inflacja wpływa na decyzje dotyczące stóp procentowych. Stopy i rentowności obligacji determinują koszt kredytu. Droższe finansowanie oraz wyższe koszty energii zmieniają plany inwestycyjne przedsiębiorstw, a firmy jednocześnie zmagają się z brakiem pracowników.
To właśnie splot tych zjawisk może w kolejnych miesiącach decydować o kondycji polskiej gospodarki.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych oraz Podyplomowych Studiów Psychologii Zachowań Rynkowych na Uniwersytecie Warszawskim.
Od 2002 roku organizator i prowadzący szkolenia, warsztaty i plenery w dziedzinach autoprezentacji, fotografii i wystąpień przed kamerą. W latach 2007 – 2011 współprowadził i prowadził audycje w Radio PIN. W latach 2011 – 2013 był producentem w Bankier.tv (grupa Bankier.pl). Od 2013 zajmuje się produkcją telewizyjna oraz transmisjami on-line z różnych wydarzeń. Od 2021 prowadzi podcasty oraz wywiady video dla Dziennika Gazety Prawnej, Forsal.pl, Dziennik.pl oraz INFOR.pl.
Prowadzi programy: Obiektywnie o biznesie (Forsal.pl) oraz Z pierwszej strony (gazetaprawna.pl) Jest autorem i prowadzącym programy: Męskie rozmowy i Tech.Dziennik.pl na Dziennik.pl Od 2024 jest wydawcą i producentem wideo w Grupie DGP INFOR.
Linkedin: https://www.linkedin.com/in/szymon-glonek-7b333653/
Facebook/META: https://www.facebook.com/szymon.glonek
X: https://x.com/szglonek
