Dziennik Gazeta Prawana logo

Zdrzemnij się w pracy

4 lutego 2008, 15:33
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Czujesz, że twój umysł zaczyna zwalniać, łapiesz się na tym, że twoje myśli odlatują lub wręcz ogarnia cię stan słodkiej bezmyślności. Powieki stają się ciężkie, głowa zaczyna opadać. To jasny sygnał ze strony organizmu: czas na drzemkę.

Nasz zegar biologiczny domaga się co najmniej dwukrotnego w ciągu doby zapadania w sen – raz nad ranem, drugi raz najlepiej w godzinach pomiędzy 13 a 15. 15-minutowa regeneracyjna popołudniowa drzemka zwiększa naszą produktywność o 35 proc., kreatywność o 40 proc. i aż o 50 proc. umiejętność podejmowania decyzji – pisze w raporcie Mark Rosekind, szef amerykańskiej firmy zajmującej się „zarządzaniem zmęczeniem”.

Czemu tak się dzieje? Jak mówi mgr Katarzyna Romanowska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, w czasie drzemki odpoczywają okolice mózgu odpowiedzialne za uczenie się i pamięć. Drzemka różni się od snu – szybciej przechodzimy przez wszystkie fazy. Jest więc swoistą formą skondensowanego wypoczynku. Pozwala się zrelaksować i zregenerować psychicznie. Ile czasu drzemać? Nie dłużej niż 15 – 20 minut. – To wystarczy. Jeśli przekroczymy ten czas, możemy zaburzyć rytm snu i czuwania, trudno nam będzie się wybudzić – mówi Romanowska.

Sjesta to ugruntowany zwyczaj w wielu krajach południa. O dobroczynnych właściwościach drzemki pamięta też reszta świata. Specjalne pokoje do drzemania (zwane „napping rooms”), powstały już w wielu krajach Azji, Europy i w Stanach Zjednoczonych. USA ogarnięte są modą „power napping”, w Chinach prawo do drzemki (xiu-xi) jest zagwarantowane konstytucyjnie. Kampanie promujące drzemki prowadzone są we Francji i USA...

W Japonii przysypianie w każdym możliwym miejscu (inemuri) jest normą, podobnie jak korzystanie z usług tzw. nat shopów. Mają one postać boksu z łóżkiem. Sen ułatwi zasłonka na oczy i płynąca ze słuchawek relaksacyjna muzyka, a do rzeczywistości przywoła budzik.

Według Katarzyny Romanowskiej w Polsce propozycje takie spotkają się z oporem zarówno pracodawców, jak i pracowników. – Współcześnie trzeba przeć do przodu. Jeśli pracownik te 15 minut może wykorzystać na pracę, dzięki której ma szansę prześcignąć konkurenta, a potem wrócić do domu i paść na twarz, najprawdopodobniej tak zrobi – mówi.

My przepisową przerwę w pracy wykorzystamy jednak raczej na wypicie kolejnej kawy czy zapalenie papierosa. Ale też mało który przełożony z radością spojrzy na smacznie pochrapującego podwładnego... Choć specjaliści twierdzą, że powinniśmy słuchać sygnałów wysyłanych przez organizm. Jeśli więc oczy nam się zamykają czy głowa opada – pozwolić im na to...

Jak sobie radzić i niezauważalnie dla nieprzychylnych oczu uciąć komara? Do klasycznych technik należy technika „na skarbonkę” (nazywana również „na popielnicę”: odchylona do tyłu głowa, otwarte usta, aż się prosi, by coś do nich wrzucić), „na dzięcioła” (głowa opada raz po raz, ale dzielnie i z refleksem podrywamy ją do góry) oraz „na przyjaciela” (za poduszkę służy osoba siedząca obok, zazwyczaj współpasażer, bo sprawdza się zazwyczaj w komunikacji miejskiej lub pociągach). Są to jednak metody dość widoczne. Lepiej zakamuflujemy się dzięki technice „na boksera” (splecione w pięści dłonie są podporą dla głowy, gest przypomina przygotowania do wyprowadzenia ciosu. Postawa ta może sugerować nasz głęboki namysł lub wysoką religijność, w razie wpadki reagujemy atakiem: „Dlaczego przerywasz mi medytację?”) lub „na ołówek” (głowa oparta na leżącym na biurku przedramieniu, druga ręka dynda nad podłogą, na której leży ołówek. W razie wątpliwości mówisz, że szukasz ołówka, który właśnie ci upadł).

Można też szukać zacisznego zakątka w miejscu pracy. – Mamy pokój do zebrań i konferencji, jest na końcu korytarza i najczęściej stoi pusty – opowiada Piotr, 30-letni pracownik dużej firmy elektronicznej. – Gdy poczuję się senny, przemykam się tam i sięgam po wepchniętą za szafę karimatę. Kilkanaście minut drzemki i od razu czuję się lepiej. Jeśli akurat zjawi się szef, ktoś mówi, że załatwiam coś w innej części budynku... Podobnie robi moja najbliższa współpracowniczka – dodaje.

Jeżeli się zdecydujemy na taka formę odpoczynku, uważajmy na wpadkę: – Kiedyś niewiele brakowało, by szef mnie przyłapał – wspomina Piotr. – Usłyszałem jego kroki i zobaczyłem zarys postaci tuż za drzwiami. Nie zdążyłbym się nawet poderwać z ziemi. Na szczęście zamknąłem drzwi na klucz, szef nacisnął klamkę i odszedł – oddycha z ulgą. Nie zawsze jednak na drzemkę znajdziemy czas: – W szwedzkiej firmie, gdzie pracowałam, dano mi możliwość popołudniowej drzemki w firmowym pokoju gościnnym. W praktyce szybko jednak okazało się, że mam tyle pracy, że nie ma szans, by odejść od biurka... – wspomina Katarzyna Romanowska.

Czas na drzemkę?

Warto, byś uciął sobie drzemkę:

- gdy trudna do opanowania senność znacząco przeszkadza ci w pracy, a szybkość wykonywanych przez ciebie zadań znacznie przez to spadła

Zapomnij o drzemce:

- jeżeli masz znaczne trudności z wieczornym zasypianiem lub cierpisz na bezsenność – drzemka może pogłębić te dolegliwości

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj