Dziennik Gazeta Prawana logo

Bruksela chce większych wynagrodzeń. Jak PiS

16 stycznia 2020, 07:57
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Pracownik w UE. Biznes w UE
<p>Pracownik w UE. Biznes w UE</p>/Shutterstock
Bruksela bierze się za pensje minimalne. Na celowniku znajdą się kraje z najniższymi wynagrodzeniami, w tym Polska.

Każdy Europejczyk powinien dostawać wynagrodzenie gwarantujące godne życie – taka idea przyświeca zaproponowanej przez Komisję Europejską płacy minimalnej. W tym tygodniu ruszyła pierwsza runda konsultacji z partnerami społecznymi na ten temat. Po sześciu tygodniach Bruksela ma przygotować wstępny dokument, aby potem jeszcze raz – również przez sześć tygodni – negocjować z zainteresowanymi. Propozycja legislacyjna może być gotowa na początku września.

Rozstrzał pensji minimalnej w UE jest ogromny, a sześć krajów nie ma w ogóle ustalonego wynagrodzenia minimalnego. Według Eurostatu najwyższa pensja minimalna w Luksemburgu (2 tys. euro) siedmiokrotnie przewyższa tę najniższą w Bułgarii (286 euro).

Świadoma dużych różnic Bruksela nie zamierza wprowadzać jednego poziomu dla wszystkich, ale dostosować pensję minimalną do poziomu życia. Może to oznaczać powiązanie jej np. ze średnią wynagrodzeń w kraju lub z jej medianą. Na razie nieoficjalnie mówi się o pensji minimalnej w wysokości 60 proc. średniej.

Z propozycji KE cieszy się OPZZ, który na początku lutego ma przesłać swoje stanowisko w tej sprawie. Jak mówi Adam Rogalewski, dla związkowców ważna jest kwestia dotycząca rokowań zbiorowych w pracy, w tym zwiększenia obowiązywania układów zbiorowych. mówi ekspert OPZZ.

Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało w kampanii wyborczej stopniowe podnoszenie płacy minimalnej. Zgodnie z zapowiedzią od 1 stycznia 2020 r. wynagrodzenie wzrosło o 350 zł do wysokości 2600 zł brutto, co daje 1877 zł na rękę. Stanowi to prawie 50 proc. średniego wynagrodzenia w Polsce szacowanego na ten rok. PiS zapowiedział też kolejne podwyżki – do 3000 zł w 2021 r. i 4000 zł w 2024 r. To oznacza, że za cztery lata pensja minimalna w Polsce może wynosić 60 proc. średnich wynagrodzeń (przy założeniu, że te będą rosły 6 proc. rok do roku).

Była minister pracy, obecnie europosłanka PiS Elżbieta Rafalska, podkreśla, że Polska ma obecnie dobry wielostopniowy system uzgodnień społecznych. – Wysokość wynagrodzeń jest kwestią wysoce autonomiczną, w różnych krajach obowiązują różne schematy, układy zbiorowe. W tej chwili wróżymy z fusów, bo propozycja jest na raziemówi była minister. –dodaje.

W polskim rządzie nieoficjalnie słyszymy też, że trudno na ten moment przesądzić o zgodności propozycji z traktatami. mówi nam rozmówca.

PiS może ubiec KE w rozwiązaniu problemu, ale pod warunkiem że partia rządząca ze swoich obietnic się nie wycofa, kiedy np. gospodarka zacznie zwalniać. mówi o propozycjach rządu Maciej Konieczny, poseł Lewicy. przekonuje polityk.

Jedną z korzyści wyższych pensji minimalnych w biedniejszych krajach UE byłoby zatrzymanie obywateli na tamtym rynku pracy. Wizja siedmiokrotnie wyższego wynagrodzenia – nawet przy wyższych kosztach życia – powoduje masowy odpływ pracowników z krajów nowej do starej Europy, co w połączeniu z problemem starzenia się społeczeństw sprawia, że prognozy demograficzne dla regionu są mało optymistyczne. Według szacunków ONZ populacja Bułgarii do 2050 r. skurczy się o 39 proc. w stosunku do 1989 r. Rumunia będzie liczyć o 30 proc. obywateli mniej, Węgry o 20 proc., a Polska o 15 proc. uważa Konieczny. przekonuje.

Jeśli jednak propozycja KE oznaczałaby znaczące podniesienie pensji minimalnej ponad obecny poziom, mogłoby to wyrządzić więcej złego niż dobrego. Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego zwraca uwagę, że kraje członkowskie same mogą prowadzić politykę społeczną odpowiadającą na wyzwania rynku pracy. podkreśla.

Nacisk na Komisję w sprawie wspólnych europejskich rozwiązań wywierać będzie na pewno niemiecka lewica i tamtejsze związki zawodowe. Europosłowie Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) i Lewicy (die Linke) w wydanych oświadczeniach podkreślają, że ustalenie unijnych norm na poziomie 60 proc. mediany zarobków to absolutne minimum. Dla niemieckich polityków działania w Brukseli to część krajowej batalii o zwiększenie płacy minimalnej. Obowiązująca w RFN od tego roku stawka 9,35 euro brutto za godzinę daje miesięcznie wynagrodzenie znajdujące się poniżej 50 proc. krajowej mediany płac. SPD i die Linke na arenie krajowej żądają podniesienia stawki do 12 lub 13 euro za godzinę, a aktywny udział w konsultacjach otwartych przez Komisję ma im pomóc ten cel osiągnąć.

Głosy sceptyczne na temat inicjatyw KE słychać natomiast w krajach skandynawskich. Dania, Finlandia i Szwecja nie mają prawnie określonej płacy minimalnej, bo większość stawek ustala się w drodze branżowych układów zbiorowych. Tamtejsze związki zawodowe obawiają się, że regulacje unijne mogłyby doprowadzić wręcz do obniżenia minimalnych stawek oferowanych na rynku. Jednak Nicolas Schmit, unijny komisarz do spraw miejsc pracy i praw socjalnych, uspokajał na konferencji prasowej, że wszelkie kroki Komisji będą „szanować tradycje poszczególnych państw członkowskich” oraz promować układy zbiorowe w krajach, gdzie to rozwiązanie jest powszechnie stosowane.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj