Swoje poglądy na ten temat wiceminister przedstawił w rozmowie z "Rzeczpospolitą" we wtorek.

Jak wynika z naszych informacji, choć obecnie nie ma planów takich zmian, to gdy wiek emerytalny zostanie obniżony, resort przyjrzy się oskładkowaniu różnych grup ubezpieczonych. Ewentualne zmiany mogłyby dotyczyć umów o dzieło, umów-zleceń i oskładkowania przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

Zieleniecki, jeszcze jako ekspert Solidarności, mówił, że jest zwolennikiem, by ewentualna zmiana dla osób prowadzących działalność gospodarczą nie polegała na podwyżce obecnej ryczałtowej składki, ale na zastąpieniu jej liniową.

Najważniejsze pytania dotyczące zmian zaproponowanych przez wiceministra Zielenieckiego:

Co miałaby oznaczać pełna składka od każdego tytułu ubezpieczenia (umowy cywilnoprawne, etat, działalność itd.)?

Na razie tego nie wiemy. Obecnie składka obciąża zarówno pracodawcę, jak i ubezpieczonego, np  składka emerytalna dla umowy o pracę wynosi 19,52 proc., jest odprowadzana w połowie przez pracodawcę i ubezpieczonego. W przypadku poszerzenia oskładkowania umów-zleceń i umów o dzieło w naturalny sposób taka zasada zostałby poszerzona.

Czy przedsiębiorcy płaciliby ewentualną składkę od przychodu?

Płacenie składki od przychodu proponowała kiedyś Solidarność. W ten sposób płacona jest składka od wynagrodzeń pracowników, tyle że w przypadku przedsiębiorców to mało realne. – To nieporozumienie, na przykład sklepikarz może mieć przychód 100 tys. zł, ale dochód już tylko 5 tys., bo reszta to koszty działania i towarów – argumentuje Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

Czy przedsiębiorcy mogliby płacić składkę od dochodu?

To z kolei mogłoby spowodować, że wielu przedsiębiorców przestałoby płacić składki. Dziś płacą składkę ryczałtową odpowiadającą składce od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

Bilans zysków i strat w propozycjach PiS

1. Osoby pracujące na umowie o dzieło – dziś płacą składkę na ubezpieczenia społeczne od umów zawartych z pracodawcą, u którego mają etat. Pozostali nie odprowadzają składek, co jest wykorzystywane do unikania płacenia składek przez zatrudnianie osób i zawieranie umów o dzieło w różnych spółkach będących własnością tego samego pracodawcy. W zależności od tego, na jakich zasadach będą oskładkowane umowy, spora część osób pracujących w ten sposób lub ich pracodawców może to odczuć finansowo.

2. Osoby pracujące na umowach-zleceniach – od stycznia osoby pracujące w ten sposób mają płacić składkę od minimalnego wynagrodzenia. Jeśli umowy-zlecenia zostałyby oskładkowane w pełni, to wzrosłyby koszty pracy tych osób lub zmniejszyły się ich wynagrodzenia. Podobnie jak w przypadku umów o dzieło dokładne skutki zależą od zakresu oskładkowania.

3. Przedsiębiorcy – dziś płacą ryczałtową składkę od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Ewentualne zyski czy straty zależałyby od tego, jaka byłaby podstawa wymiaru i jaka wysokość składki emerytalnej. Wątpliwe, by był nią przychód, bo w wielu przypadkach składka byłaby wyższa niż dochód. Z kolei jeśli byłby to dochód, to wielu przedsiębiorców notujących stratę nie płaciłoby składek wcale.

4. Finanse publiczne – ujednolicenie składek mogłoby zwiększyć wpływy ze składek do FUS, co zmniejszyłoby deficyt w funduszu. To z kolei mogłoby oznaczać niższą dotację z budżetu, a więc od podatników. Wariant niekorzystny to rozwój zatrudnienia na czarno, by unikać płacenia składek, a więc ucieczka i od składek, i od podatków.

Eksperci komentują

Dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Mam wrażenie, że chyba nie do końca wszyscy rozumieją różnicę między przychodem a dochodem. U przedsiębiorcy przychód to wpływy z działalności. Ale żeby uzyskać te wpływy, przedsiębiorca ponosi koszty. Przychód minus koszty to jego dochód. W drobnej przedsiębiorczości, w mikrofirmach trzeba się naprawdę solidnie napracować, żeby uzyskać przyzwoity dochód. Według danych GUS przeciętny dochód brutto w mikroprzedsiębiorstwach – przed opodatkowaniem – to około 5 tys. zł. Trzeba przy tym pamiętać, że taki przedsiębiorca nie pobiera wynagrodzenia, ten dochód to jego zarobki. Propozycja, by ozusować już jego przychód, z tego punktu widzenia jest nieporozumieniem.

Prof. Marek Góra, Szkoła Główna Handlowa

Zarówno kwestie dotyczące wieku emerytalnego, jak i sposobu uczestnictwa w powszechnym systemie emerytalnym różnych grup to są dwa poważne problemy. Każdy z nich wymaga zastanowienia się. Próba wiązania ich na skróty, traktowania ozusowania samozatrudnienia jako plastra na skutki obniżenia wieku emerytalnego to nie jest dobry pomysł – niezależnie od intencji pomysłodawców. Celem ozusowania różnego typu nieoskładkowanych dziś umów nie powinno być wyciągnięcie większej kwoty składek do FUS, co miałoby zrekompensować ubytek wynikający z obniżenia wieku emerytalnego, a zrównanie wszystkich form zatrudnienia. Dziś część pracujących funkcjonuje w niedookreślonej relacji z systemem ubezpieczeń społecznych. Próbując rozwiązać ten problem przy okazji obniżenia wieku emerytalnego na szybko, można popełnić wiele poważnych błędów. Podkreślam, że chodzi o metodę, sposób działania, bo zajęcie się tymi sprawami jest potrzebne.