– cieszyli się jedni. – ripostowali drudzy. A wszystko po opublikowanych ostatnio danych dotyczących grudniowych wynagrodzeń w przedsiębiorstwach. Jak jest naprawdę?
Kiepsko. Jak wyliczył "DGP", w całym ubiegłym roku realny wzrost płac (czyli po uwzględnieniu inflacji) w przedsiębiorstwach wyniósł 0,7 proc. To najgorszy wynik od 1992 r., czyli od 20 lat!
Co ciekawe, kiepskie podwyżki nie idą w parze z sytuacją finansową firm – w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2011 r. zarobiły one rekordową sumę 77,4 mld zł i prawdopodobnie cały rok zamkną wynikiem przekraczającym 100 mld zł. Paradoksalnie w ubiegłych latach, gdy koniunktura była dla nich mniej łaskawa, podnosiły pensje pracownikom znacznie chętniej. Tak było np. w latach 2001 – 2002, gdy roczny wzrost PKB obniżył się do 1,1 – 1,4 proc., a bez pracy było aż 3,2 mln Polaków – wtedy realny wzrost płac był dwukrotnie większy niż w ubiegłym roku i wyniósł 1,5 – 1,6 proc.
– twierdzi prof. Maria Drozdowicz z SGH. Dodaje, że pamiętały o tym w ubiegłym roku, gdy zauważyły niekorzystne zmiany w swoich wynikach finansowych. Dlatego tak ostrożnie zwiększały płace. – wyjaśnia prof. Drozdowicz.
Ponadto w gospodarce pojawiło się dużo niepewności w związku z kłopotami finansowymi krajów Unii. – zwraca uwagę dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan. Jej zdaniem to sprawiło, że przedsiębiorstwa przygotowywały się do wyraźnego pogorszenia koniunktury. Stąd umiarkowane podwyżki płac.
– ocenia dr Starczewska-Krzysztoszek. Tymczasem w roku ubiegłym zatrudnienie w małych i dużych przedsiębiorstwach wzrosło o 3,2 proc.
Inaczej problem widzi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. – mówi. Prof. Kabaj dodaje, że w polskich firmach wysokość wynagrodzeń jest często przypadkowa. Równie przypadkowe są podwyżki.