>>>Ten program rozliczy cię z fiskusem

Reklama

Po otwarciu niemieckiego rynku pracy 1 maja firmy z Bawarii zamierzają zabiegać o wykwalifikowanych pracowników z nowych krajów UE, w tym Polski - zapowiedział szef Zrzeszenia Bawarskiej Gospodarki (VBW) Bertram Brossardt gazecie "Passauer Neue Presse".

"Dostrzegamy, że nie możemy zaspokoić naszego zapotrzebowania na siłę roboczą podejmując działania tylko na niemieckim rynku pracy. Dlatego po 1 maja otworzymy portale werbunkowe w państwach, które obejmie swoboda przepływu siły roboczej - Polsce, Czechach, Republice Słowackiej i na Węgrzech" - powiedział Brossardt w rozmowie, opublikowanej w czwartek.

Wyjaśnił, że za pośrednictwem stron internetowych, prowadzonych językach poszczególnych państw fachowcy i inżynierowie będą mogli ubiegać się o pracę. Podstawowym wymogiem będą umiejętności oraz znajomość języka.

Brossardt zaznaczył również, że władze Niemiec powinny podjąć działania, które pozwolą zapobiec po 1 maja "dumpingowi płacowemu" ze strony pracowników tymczasowych ze wschodnioeuropejskich państw UE. "Nie może być tak, że firmy pośrednictwa dla pracowników tymczasowych z Polski albo Czech sprowadzą do nas (Niemiec) siłę roboczą za trzy albo cztery euro na godzinę" - powiedział.

Niemieckie przedsiębiorstwa skarżą się na brak wykwalifikowanych pracowników, ostrzegając, że problem ten może stać się hamulcem wzrostu gospodarczego w Niemczech. Według opublikowanej w zeszły poniedziałek ankiety firmy doradczej Ernst&Young ponad połowa średnich i małych firm niemieckich obawia się spadku obrotów z powodu braku wykwalifikowanego personelu. Już obecnie straty związane z niewystarczającą liczbą fachowców szacowane są na 30 mld euro rocznie.

Dlatego część przedsiębiorców pewne nadzieje na rozwiązanie problemu braku specjalistów wiąże z wygaśnięciem 1 maja tego roku siedmioletniego okresu przejściowego, w którym "stare" kraje UE mogły utrzymywać bariery w dostępie do swych rynków pracy dla obywateli ośmiu nowych państw Unii, przyjętych w 2004 r. Tylko Austria i Niemcy wykorzystały cały możliwy okres przejściowy.

Przedsiębiorcy apelują też do władz Niemiec o wdrożenie rozwiązań, które ułatwiłyby zatrudnianie fachowców spoza UE. Jednak politycy rządzącej koalicji chadecko-liberalnej nie są zgodni w tej sprawie. Minister gospodarki z liberalnej partii FDP, Rainer Bruederle proponował wprowadzenie systemu polegającego na przyznawaniu imigrantom punktów za wykształcenie, znajomość języka, itp. Z kolei chadecy, w tym kanclerz Angela Merkel, podkreślają, że pierwszeństwo przed imigracją zarobkową powinno mieć zmobilizowanie niewykorzystanego potencjału siły roboczej, szczególnie spośród blisko 3 mln bezrobotnych oraz osób starszych.

Według wiceprzewodniczącego frakcji CDU Michaela Fuchsa w niemieckiej chadecji pojawił się też pomysł, by do pracy w Niemczech zachęcać młodych, wykształconych ludzi także z krajów południa UE, które borykają się z kryzysem gospodarczym, np. Hiszpanii i Portugalii. "Na południu oraz na wschodzie Europy jest wielu bezrobotnych młodych ludzi, usilnie poszukujących pracy" - powiedział Fuchs tygodnikowi "Der Spiegel".