W środę po dwutygodniowej przerwie w Waszyngtonie zebrała się Izba Reprezentantów - i od razu musi się zmierzyć z kilkoma legislacyjnymi kryzysami naraz. Nadal nierozwiązana pozostaje sprawa 95-miliardowego pakietu środków na pomoc Ukrainie, Izraelowi i innym sojusznikom Ameryki. Ponadto do piątku do północy obie izby muszą przyjąć część ustaw budżetowych - lub nowe prowizorium budżetowe - by uniknąć tzw. shutdownu, czyli zamknięcia części administracji federalnej wymuszonego brakiem funduszy.

Reklama

Podczas wtorkowego spotkania w Białym Domu liderzy obydwu partii w Kongresie wyrażali optymizm co do możliwości uniknięcia szkodliwego dla gospodarki paraliżu państwa. Jednak mimo intensywnej presji ze strony prezydenta Joe Bidena, dyrektora CIA Williama J. Burnsa, Demokratów, a także lidera Republikanów Mitcha McConnella - którzy ostrzegali, że przez zwłokę Kongresu Ukraina może przegrać wojnę - spiker Izby Mike Johnson nie zgodził się na natychmiastowe poddanie pod głosowanie pakietu dla Ukrainy.

Bardzo jasno powiedziałem prezydentowi i pozostałym uczestnikom spotkania, że Izba aktywnie pracuje i rozważa wszystkie opcje w tej sprawie, i zajmiemy się tym w odpowiednim czasie - mówił polityk po spotkaniu. Przekonywał, że priorytetem dla niego jest rozwiązanie kryzysu na południowej granicy, mimo że on i Republikanie w Senacie odrzucili wcześniej wspierane przez straż graniczną propozycje restrykcji imigracyjnych.

Losy ustawy są w jego rękach jako przewodniczącego izby niższej amerykańskiego parlamentu. Jeśli podda przegłosowaną przez Senat ustawę pod głosowanie w Izbie, niemal na pewno zostanie przyjęta, co otwarcie przyznają nawet republikańscy przeciwnicy wspierania Ukrainy.

"Rzadko stosowana procedura"

Jest jednak sposób na ominięcie roli spikera - jeśli projekt zalega w Izbie przez 30 dni i jeśli większość kongresmenów podpisze petycje o jego "wypuszczenie" z "zamrażarki". Ta bardzo rzadko stosowana procedura wymagałaby, by co najmniej czterech kongresmenów spośród będących w większości Republikanów połączyło siły z Demokratami przeciwko swojemu liderowi. Demokraci od tygodni usiłują do tego przekonać swoich kolegów z prawicy i - jak powiedział PAP działacz partii zaangażowany w te wysiłki - już zebrali wystarczającą liczbę głosów.

Mamy te głosy i umiemy je liczyć. Johnson może nie być tego świadomy, bo nie panuje nad sytuacją i liczyć głosów nie potrafi - co już zresztą widzieliśmy - zauważył rozmówca agencji, wskazując na przegrane przez republikańską większość głosowania m.in. w sprawie impeachmentu ministra (sekretarza) bezpieczeństwa krajowego (DHS) Alejandro Mayorkasa, czy w sprawie osobnego pakietu pomocy tylko dla Izraela.

Reklama

Według Demokratów, niedoświadczony Johnson - który został wyniesiony do roli trzeciej osoby w państwie mimo że wcześniej był szerzej nieznanym politykiem nawet wśród swoich kolegów - wykonuje polecenia Donalda Trumpa, z którym ma bliskie związki.

"Bunt spikera? To będzie kompletne wypatroszenie jego władzy"

Mimo to, publicznie przed buntem Johnsona ostrzegało też szereg proukraińskich kongresmenów Republikanów, w tym szef komisji spraw zagranicznych Michael McCaul. - Johnson albo będzie musiał to zrobić - sam poddać to pod głosowanie - albo stanie się to w drodze petycji, co jest kompletnym wypatroszeniem jego władzy, bo zrobimy to bez spikera - mówił McCaul jeszcze tydzień wcześniej. Publicznie Johnsona nawoływali też inni, m.in. szef komisji ds. wywiadu Mike Turner i były tymczasowy spiker Patrick McHenry, a także lider Republikanów w Senacie Mitch McConnell.

Presja rośnie

Osobny, okrojony projekt ustawy łączącej zredukowaną pomoc dla Ukrainy i innych państw z powrotem do polityki azylowej z czasów Trumpa, złożyli umiarkowani kongresmeni obydwu partii, choć nie ma on większych szans na przyjęcie. Presję na Johnsonie wywierają także zagraniczni politycy, w tym w ostatnim czasie sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg i szef polskiego MSZ Radosław Sikorski.

Myślę, że spiker Johnson naprawdę chce to zrobić i uważa, że Ukrainie należy pomóc. Ale nie muszę tłumaczyć, jaka jest sytuacja w naszej partii - powiedział PAP Republikanin z Izby Reprezentantów, wskazując na chaos i podziały w jego partii. Część kongresmenów ze skrajnego skrzydła Republikanów groziła, że złoży wniosek o odwołanie Johnsona ze stanowiska, jeśli zdecyduje się na głosowanie senackiej ustawy. - Więc on jest w trudnej sytuacji i próbuje jakoś z niej wyjść - dodał.

Jak ocenił jeszcze inny rozmówca PAP, po stronie Republikanów zauważone zostały wystąpienia Sikorskiego w Waszyngtonie i Nowym Jorku, a argumenty uznane za słuszne. Nie jest jednak jasne, na ile słowa szefa polskiego MSZ mogą być skuteczne. Dodał przy tym, że mocniejsza krytyka, jak tweet premiera Donalda Tuska, karcący republikańskich senatorów, nie została dobrze przyjęta w partii.

Rozmówca PAP nie wykluczył jednak, że może dojść do wymuszenia głosowania nad ustawą. Zaznaczył jednocześnie, że sytuacje może skomplikować potencjalny shutdown.

Jeśli dojdzie do shutdownu, to będzie się to wiązało ze zmianą trybu pracy w Kongresie. A z tego co słyszymy, shutdown jest możliwy. Sytuacja jest więc mocno skomplikowana i nawet eksperci od procedur parlamentarnych nie są pewni. I muszę przyznać, że w czasie moich siedmiu lat w Kongresie nie mieliśmy jeszcze do czynienia z takim chaosem" - ocenił partyjny działacz.

Graniczna data: 1 marca

1 marca kończą się fundusze na działalność szeregu instytucji państwowych, w tym resortów ds. weteranów, rolnictwa, budownictwa, transportu, energii, a także instytucji zajmujących się konstrukcją instalacji militarnych. Reszta urzędów federalnych ma zagwarantowane środki do 8 marca.

Od zakończenia roku fiskalnego w październiku ub.r. Kongres już trzykrotnie uchwalał prowizoria budżetowe, za każdym razem obiecując, że wkrótce przegłosuje pełny budżet w drodze 12 ustaw.

Mimo że obydwie partie deklarują, że nie chcą dopuścić do paraliżu państwa, dotąd nie jest jasne, jakie znajdą rozwiązanie. Według serwisu Punchbowl News, jedną z propozycji jest przegłosowanie kolejnego krótkoterminowego prowizorium, by dać dodatkowy czas na uchwalenie ustaw budżetowych. Wciąż istnieją jednak punkty sporne, zaś tradycyjnie twarde stanowisko zajmuje grupa najbardziej prawicowych kongresmenów z koła Freedom Caucus, którzy domagają się głębokich cięć.